16 kwietnia

W szoku – dr Rana Awdish

W szoku – dr Rana Awdish


Dziś o tym, jak punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. „W szoku” to historia lekarki, która została pacjentką. To autoetnograficzna opowieść o konflikcie ról, zmianie perspektywy i drodze, jaką dr Rana Awdish przeszła walcząc ze swoją chorobą. Choć książka (niestety) nie jest osadzona w naszych polskich realiach, to niesie za sobą pewne uniwersalne wartości.

Młoda lekarka będąc w siódmym miesiącu ciąży nieoczekiwanie trafia do szpitala z ciężką chorobą. Jej stan jest naprawdę zły, lekarka ociera się o śmierć. Następuje zderzenie z wielką machiną szpitalnych procedur. Na nic zdaje się tutaj fakt, że ta sama lekarka jest pracownikiem szpitala, do którego trafiła, że sama jest lekarzem i może pomóc w postawieniu właściwej diagnozy. Stając się pacjentem, przywdziewając szpitalny uniform pacjenta (znana z amerykańskich filmów i seriali standardowa szpitalna szata) zostaje pozbawiona swojej dotychczasowej roli. Jest w szoku, obserwując jak wygląda rzeczywistość lekarzy oglądana z tej drugiej strony.

Przyznam, że spodziewałam się nieco innej lektury. Po „Małych bogach” z naszego polskiego podwórka spodziewałam się afer, błędów lekarskich, skandalicznych postaw i bezsensownych procedur. Tymczasem historia dr Awdish to raczej studium nad chorobą i cierpieniem. To poruszająca opowieść o walce z chorobą przeplatana rozważaniami nad konfliktem ról społecznych. Lekarka miała wyraźne trudności z pogodzeniem ze sobą konieczności odgrywania jednocześnie roli lekarza i pacjenta. Różnice w wymaganiach, oczekiwaniach wobec tych dwóch zupełnie odrębnych ról wywołały konsternację i szok. Te z kolei stały się punktem wyjścia do trafnych i uniwersalnych (bez względu na kraj pochodzenia i kształcenia) rozważań na temat wartości wyznawanych przez lekarzy oraz reprezentowanych przez nich postaw.

Autorka niejednokrotnie dostrzega nietakt lekarzy, zauważa uchybienia i błędy, które stają się pretekstem do głębszej analizy dostrzeganych problemów. Wówczas autorka stara się nakreślić szerszy kontekst uzasadniający dostrzeżone postawy czy zachowania. Poszukuje odpowiedzi w systemie kształcenia młodych lekarzy, którzy od początku uczeni byli znieczulicy, dystansu i odporności na cierpienie pacjentów. Mimo, że lekarka ujawnia pewien poziom lekarskiej znieczulicy, to jednak mam wrażenie, że w porównaniu do naszej polskiej rzeczywistości jest to dość wyidealizowany świat. Zupełnie inne zachowania określane są mianem „skandalicznych” podczas gdy w Polsce są one na porządku dziennym.

Nie pozwalając, aby choroba i cierpienia, których doświadczyła młoda lekarka poszły na marne dr Awdish zaangażowała się w szkolenie lekarzy z zakresu komunikacji pomiędzy lekarzem a pacjentem. Książkę zwieńcza mini poradnik, który ma przygotować do skutecznej i efektywnej współpracy pomiędzy leczącym a leczonym. Znajdziecie tam kilka cennych wskazówek na temat tego jak rozmawiać o swoich dolegliwościach i jak właściwie egzekwować pomoc medyczną.

05 kwietnia

Dziecko – Fiona Barton

Dziecko – Fiona Barton


Przed przeszłością nie da się uciec. Nawet gdy wydaje nam się, że poskładaliśmy świat na nowo po traumatycznych wydarzeniach, prędzej czy później cienie przeszłości nas dopadną. Szczególnie, jeśli sprawę zaczną badać wścibscy i wnikliwi reporterzy. „Dziecko” Fiony Barton to wciągający thriller psychologiczny ukazujący kobiety i macierzyństwo z bardzo różnych stron.

Pewnego dnia w mediach ukazuje się informacja o tym, że na placu budowy odnaleziono zwłoki niemowlaka sprzed lat. Nic nadzwyczajnego, pewnie nie pochylilibyście się nad taką informacją na dłużej niż minutę. Nie każdy jednak zignorował tę informację. Dla Kate, wnikliwej dziennikarki, taka drobna i niepozorna notatka stała się impulsem do podjęcia śledztwa. Śledztwa, które miało pozwolić na poznanie prawdy o dziecku i jego historii. Główna akcja powieści ukazuje perspektywę kobiet, dla których informacja o dziecku okazała się nie tylko nic nieznaczącym artykułem prasowym. Tragiczne wydarzenia z przeszłości dały o sobie znać. Obudzone demony powróciły. Czy dzięki dziennikarskiemu śledztwu uda się na nowo odtworzyć wydarzenia z przeszłości? Przekonajcie się sami.

„Dziecko” trzyma w ciągłym napięciu. Dynamicznie poprowadzona akcja, krótkie rozdziały ukazujące perspektywę poszczególnych kobiet sprawiają, że trudno się oderwać od tej historii. Największe wrażenie zrobiło na mnie wierne (tak mi się wydaje) odtworzenie specyfiki pracy dziennikarzy śledczych. Fiona Barton to autorka z doświadczeniem reporterskim, która w przeszłości sama zajmowała się dziennikarstwem i zdobywała nagrody za swoją pracę reporterską. Autorka dość szczegółowo przedstawia nam pracę dziennikarza śledczego. Szybkie i intensywne tempo pracy, wykorzystywane kontakty, podejście Kate do osób, które mogą wnieść coś nowego do badanej sprawy i jej umiejętność do rozmawiania z innymi nadawały opowiadanej historii realizmu. Uwierzyłam, że to rzeczywiście mogło się wydarzyć. Poza tym poznanie szczegółów pracy dziennikarza było interesującym dodatkiem do opowiadanej historii.

Dobry thriller psychologiczny wymaga wprowadzenia bohaterów o złożonych osobowościach, z różnymi problemami i zawirowaniami. Autorce udało się osiągnąć ten cel. Kate, dziennikarka śledcza da się lubić, ma wszystkie te cechy, które dziennikarka śledcza powinna posiadać. Najważniejszą rolę odgrywają jednak kobiety, do których udaje jej się dotrzeć. To pokręcone osobowości z ogromnym bagażem negatywnych doświadczeń. Ich przeszłość to niezbadana tajemnica, którą powoli odkrywamy poznając kolejne rozdziały.

Mimo, że „Dziecko” wydaje się być dość grubą książką, czyta się ją bardzo szybko. To zaskakująca historia o kobiecości, macierzyństwie i powracającej ponurej przeszłości. W końcu nadchodzi czas na rozliczenie się z wydarzeniami sprzed lat.

29 marca

Czwarta małpa – J. D. Barker

Czwarta małpa – J. D. Barker



Seryjni mordercy i psychopaci nie biorą się znikąd. Czasami to okazja czyni mordercę, zazwyczaj jednak do zbrodni dochodzi w wyniku przyswojenia w pewnym momencie życia wartości nieakceptowanych w naszym społeczeństwie. Choć życie pisze czasami straszne scenariusze, to J. D. Barker stworzył naprawdę mroczne postacie. „Czwarta małpa”, bo o niej dziś mowa to momentami obrzydliwy, ale nieustannie trzymający w napięciu thriller.

Policja od lat bezskutecznie ściga seryjnego mordercę, którego modus operandi opiera się o japońskie przysłowie o trzech mądrych małpach (nie widzę nic złego, nie słyszę nic złego, nie mówię nic złego). Poszukiwany morderca okrzyknięty został mianem Zabójcy Czwartej Małpy. Kiedy pewnego dnia pod kołami autobusu ginie mężczyzna, wszystko wskazuje na to, że jest to poszukiwany zabójca. Detektyw Sam Porter znajduje przy nim pamiętnik. Rozpoczyna się gra. Morderca chce, aby detektyw poznał jego historię. Tymczasem gdzieś tam umiera z głodu i pragnienia ostatnia ofiara mordercy.

Lektura „Czwartej małpy” to spoglądanie z różnych perspektyw na toczące się wydarzenia. Z jednej strony mamy toczące się śledztwo, wyścig z czasem i starania dotarcia do porwanej młodej dziewczyny zanim będzie za późno. Te fragmenty to typowy opis śledztwa. Nie za bardzo wyróżnia się na tle innych powieści z gatunku. Kiedy jednak dołożymy do tego dramatyczne opisy oddające perspektywę porwanej, pojawia się gęsia skórka. Wówczas pojawia się przerażenie, momentami klaustrofobiczny strach. Całość dopełnia pamiętnik Zabójcy Czwartej Małpy. Czytając fragmenty pamiętnika wchodzimy w chory umysł psychopaty. Poznajemy czasy jego dzieciństwa, jego przedziwną rodzinę i niestandardowe wychowanie (delikatnie powiedziane). Dowiadujemy się coraz więcej o mordercy równolegle z detektywem. I tu mam jedyne zastrzeżenie do tej powieści. Trochę za mało było powiązań pomiędzy czytanymi fragmentami i wnioskami wyciąganymi przez zespół śledczych. Mimo że analizowali każdy szczegół, to w przypadku pamiętnika zabrakło mi na bieżąco komentowania tego czego o zbrodniarzu dowiadywał się Porter.

Rozbudowany portret psychologiczny mordercy to najmocniejsza strona tej książki. Ile razy zastanawialiście się co takiego sprawiło, że ktoś obrał taką a nie inną ścieżkę? To doskonały przykład na to, jak mocno przyswajamy rodzinne tradycje i wartości. Jeśli nałożymy na to chory, psychotyczny umysł to mamy mieszankę wybuchową. W przypadku Zabójcy Czwartej Małpy pojawiło się we mnie zrozumienie. Naprawdę! Miałam poczucie, że zrozumiałam umysł seryjnego mordercy!

Uwaga, w powieści nie brakuje drastycznych scen. Niektóre z nich sprawiały, że musiałam odłożyć na chwilę książkę i ochłonąć. Większe emocje wzbudziła we mnie jedynie „Dziewczyna z sąsiedztwa”. „Czwarta małpa” to jedna z tych historii, które na długo zapadają w pamięć.

Niektórzy mogą poczuć niedosyt przez zakończenie, jakie zaproponował nam autor. Dla mnie jednak jest to wstęp do świetnej serii. Mam nadzieję, że polska premiera „The Fifth To Die” nastąpi niedługo po światowej premierze, która zaplanowana jest na lipiec 2018.

Polska premiera „Czwartej małpy” już 4 kwietnia. To historia, której nie można przegapić. To najlepsza książka, jaką przeczytałam w tym roku.


13 marca

Wszystkie pory uczuć. Wiosna – Magdalena Majcher

Wszystkie pory uczuć. Wiosna – Magdalena Majcher


Z wielką radością niosę Wam wieść!! Idzie wiosna! I choć prognozy pogody zapowiadają, że zima nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa, to z wielką przyjemnością mogę Wam zaprezentować książkę, która wiosnę wprowadzi do niejednego serca. „Wszystkie pory uczuć. Wiosna” to moje pierwsze spotkanie z twórczością Magdaleny Majcher, choć czuję, że nie ostatnie.

Ewelina to przeciętna kobieta, której najważniejszym pragnieniem jest zakosztowanie macierzyństwa, choć lekarze nie pozostawili jej złudzeń – nigdy nie urodzi dziecka. To kobieta, z którą niejedna Polka z łatwością może się utożsamić. Mieszka w 50-metrowym mieszkaniu na Śląsku, ma męża i satysfakcjonującą pracę. Ma zupełnie normalne pragnienia i potrzeby. To wszystko sprawia, że opowiadana historia tak łatwo gra na naszych emocjach.

Ewelina wraz z mężem decydują się na adopcję. Wydaje mi się, że autorka bardzo dobrze odrobiła pracę domową. Przeprowadza nas bowiem przez wszystkie zawiłości procesu adopcyjnego w naszych polskich realiach. Małżeństwo ma okazję poznać i zapewnić nowy dom dziewięcioletniemu Piotrkowi, u którego w chwili narodzin stwierdzono FAS – alkoholowy zespół płodowy. Dzięki lekturze możemy przyjrzeć się problemom, z jakimi muszą się zmierzyć adopcyjni rodzice przyjmując pod swój dach dziecko, które jest w takim wieku, że ma już ukształtowaną tożsamość, a FAS wcale nie ułatwia sprawy. Niewiele na ten temat w Polsce się mówi, a temat jest dość ważny biorąc pod uwagę kulturę spożywania alkoholu w Polsce. Jestem zdania, że każda cegiełka, która może podnieść świadomość społeczną w takich trudnych dziedzinach jest potrzebna. A najnowsza książka Magdaleny Majcher właśnie taki cel osiąga.

Wiosna” to zwyczajna historia. To jedna z tych historii, których zdarza się pewnie wiele. Nie ma w niej może fabuły zapierającej dech w piersiach ani nagłych zwrotów akcji. A mimo to, z przyjemnością sięgałam po tę lekturę i trudno było mi przerwać. Jest to pięknie opowiedziana opowieść niosąca za sobą wiele mądrości i uświadamiająca wiele ważnych kwestii. Dzięki niej poznajemy proces adopcyjny od środka – bez upiększania, bez cukierkowego obrazu, ale z przedstawieniem trudności, z jakimi borykają się rodzice (z akceptacją otoczenia włącznie). Do tego dochodzi ogrom wiedzy zgromadzonej przez bohaterkę (a tym samym autorkę) na temat FAS.

Po tym wszystkim co napisałam, możecie poczuć, że książka może być dość przytłaczająca. Nic bardziej mylnego. Autorce udało się poruszyć tak ważne i trudne tematy w lekką i naprawdę przyjemną powieść. Przeplatająca się fabuła ukazująca raz po raz historię miłości oraz pierwsze zmagania z adopcyjnym synem zapewnia odpowiednie proporcje pomiędzy poruszanymi wątkami. Polecam, a przecież zazwyczaj nie jestem miłośniczką powieści obyczajowych!



10 marca

Z nienawiści do kobiet - Justyna Kopińska

Z nienawiści do kobiet - Justyna Kopińska



Justyna Kopińska, najbardziej nagradzana polska dziennikarka śledcza, powraca z nową książką. Dokładnie w Dzień kobiet, 8 marca, swoją premierę miał nowy zbiór reportaży „Z nienawiści do kobiet”. I choć data premiery oraz tytuł wskazywały, że mowa będzie przede wszystkim o kobietach, to Pani Kopińska zaoferowała nam mieszankę tematyczną podobną do tej z „Polska odwraca oczy”.

Z nienawiści do kobiet” to nowe historie, nowe poruszane tematy, ale też powrót do tych historii i wątków, które znamy z „Polska odwraca oczy”. Jeśli znana jest Wam twórczość autorki, to raczej nie będziecie zaskoczeni. Justyna Kopińska po prostu trzyma poziom. Może w „Polska odwraca oczy” poznaliśmy nieco więcej naprawdę mocno szokujących historii, takich z bardzo negatywnym obrazem aparatu państwowego, ale w nowej książce również nie zabrakło bulwersujących spraw. 

Zbiór reportaży otwiera premierowa opowieść syna o Violetcie Villas, która mnie osobiście rozczarowała. Jak na tak barwną postać, opowieść ta jest po prostu zbyt spokojna. Choć rozumiem, że zamierzeniem było ukazanie innej twarzy artystki, to do mnie ta historia nie trafiła. Pozostałe historie w pełni zaspokoiły jednak mój czytelniczy głód. Po raz kolejny wywołały wściekłość, niedowierzanie i szczere oburzenie postawami władz i instytucji zaufania publicznego czy nieskutecznym wymiarem sprawiedliwości. O niektórych z opisywanych tematów dane było mi posłuchać w ubiegłym roku na spotkaniu autorskim, gdy Pani Justyna opowiadała nad czym właśnie pracuje. Mimo to, sprawa księdza pedofila, który nadal odprawia msze święte mocno zszokowała mnie gdy poznałam jej szczegóły. Wciąż zaskakuje również nieudolność organów ścigania w temacie odnoszącym się do reportażu o zakłamywaniu statystyk policyjnych, który można przeczytać w „Polska odwraca oczy”. Całość zamyka bardzo interesujący wywiad-rzeka z Panią Kopińską, który jest równie wartościowy, co niejeden artykuł w zbiorze. Ale tu mogę być nieobiektywna, bo według mnie dziennikarka ta jest jedną z najbardziej inspirujących i godnych naśladowania kobiet w Polsce. Jestem pełna podziwu dla jej pracowitości, rzetelnej pracy dziennikarskiej oraz zawziętości w gromadzeniu i analizowaniu materiałów w sprawach, o których pisze.

Jak na wstępie zaznaczyłam, wcale nie jest tak, że reportaże w zbiorze traktują o kobietach, czy nienawiści wobec nich. Tytuł jest bardzo mylący. W „Z nienawiści do kobiet” znajdziecie również historie, w których kobiety nie odgrywają żadnej roli (np. o homoseksualnych katolikach). Nie ukrywam, że najbardziej oburzające były jednak te, które do kobiecości się odwoływały.

Mam jeszcze jedno zastrzeżenie – zbiór jest zdecydowanie za krótki! Ponad 200 stron spokojnie można przeczytać w jeden dzień. Duża czcionka, wysoka interlinia i rozrzutny układ tekstu sprawia, że w książce znajdziemy tylko 8 reportaży plus wywiad z autorką. To moim zdaniem niewiele, choć na tyle dużo, abym po raz kolejny załamywała ręce na to w jakim kraju przyszło nam żyć. Po raz kolejny z niejednej historii wyłania się obraz Polski, która odwraca oczy.

03 marca

Biały latawiec - Ewelina Matuszkiewicz

Biały latawiec - Ewelina Matuszkiewicz

Wy też już macie dość zimy i marzycie o tym, aby nadeszła wiosna, a po niej ciepłe lato? Dopóki za oknem wciąż czekają na nas siarczyste mrozy, ja proponuję sięgnąć po książkę, która ogrzeje nas ciepłem… nie tylko tym mierzonym termometrem. „Biały latawiec” to podróż do Kozienic – prowincjonalnego miasteczka, o którym nigdy wcześniej nie słyszałam, a które skradło moje serce, podobnie jak historia stworzona przez Ewelinę Matuszkiewicz w „Białym latawcu”.

Kozienice, Boże Ciało. Przypadkowi mieszkańcy i nieprzypadkowe zdarzenia dają początek świetnej fabule. Na pozór niepowiązane ze sobą migawki z życia mieszkańców układają się w intrygującą i wciągającą historię, która sprawia, że „Biały latawiec” czyta się jak dobry kryminał. To taka powieść obyczajowa, w której wszystko jest takie, jak należy. Wyraziści i frapujący bohaterowie, wśród których autorce udało się uchwycić cały katalog typowych postaci z prowincjonalnej wioski, stanowią trzon książki. Różnorodność postaci, prezentowanie ich historii i postaw sprawia, że „Biały latawiec” to nie tylko historia powracającej do Kozienic młodej kobiety, która postanawia zamieszkać w domu odziedziczonym po dziadku pozostawiając w tyle przytłaczającą Warszawę. Tu każda postać drugoplanowa ma swoje pięć minut, w których gra pierwsze skrzypce. Myślę, że każdy znajdzie tu coś dla siebie, to jest bohatera z którym może się utożsamiać, rozumiejąc jego rozterki i problemy. W Kozienicach nie brakuje nadziei na nowy początek, intryg, tajemnic, nierozwiązanych spraw z przeszłości, zakazanej miłości i mrzonek o lepszej przyszłości. A to wszystko w zgodzie z naturą i przyrodą w pełni obudzoną do życia, gdzie burza zwiastuje nadejście niejednych problemów.

Autorka stworzyła bardzo przyjemną książkę w której, choć poruszanych jest sporo trudnych tematów, nie brakuje jednak ciepła i sielankowego klimatu małego miasteczka. Stworzony obraz Kozienic zachęca do wizyty w tym mieście. Mimo typowej małomiasteczkowej mentalności mieszkańców wydaje się być ostoją, miejscem bliskim naturze. Aż chce się spakować walizkę i uciec w otoczenie tej kojącej przyrody, razem z mieszkańcami włączyć radio, zamknąć oczy i słuchać nie tylko odgrywających istotną rolę w fabule audycji radiowych, ale także piosenek, których fragmenty wplecione zostały w książkę w postaci tytułów rozdziałów.

Lektura „Białego latawca” to świetna odskocznia od krwawych thrillerów, które zdominowały ostatnio moje czytelnicze zapędy. To lekka historia, która skrywa w sobie niejedną tajemnicę. Mam nadzieję, że również zdecydujecie się je rozwikłać.   

21 lutego

Ocalałe - Riley Sager

Ocalałe - Riley Sager

Tam, gdzie w większości thrillerów pojawia się napis KONIEC pojawiają się one – OCALAŁE, które jako jedyne cudem uniknęły śmierci w masakrach. „Ocalałe”, bo o tej książce mowa to pełen nieoczywistych zwrotów akcji thriller. Ich przeznaczeniem było umrzeć. Jak to jest żyć jako ocalała? Dowiecie się wkrótce, bo jeśli jesteście koneserem gatunku, z pewnością sięgniecie po tę pozycję.

Quincy wiedzie z pozoru normalne życie. Utrzymuje się z prowadzenia bloga kulinarnego, zatem jej głównym zajęciem jest pieczenie i fotografowanie przyrządzonych pyszności. U swego boku ma kochającego i wyrozumiałego partnera, który pracuje jako prawnik z urzędu i ma spore aspiracje do awansu. Quincy zdaje się być zadowolona ze swojego życia. Ma pewne blizny (na ciele i duszy), które przypominają o zdarzeniu, do jakiego doszło przed dziesięcioma laty, ale wygląda na to, że jako tako uporała się z traumatyczną przeszłością. Pamiętajmy jednak, że Quincy jest jedną z Ocalałych. Ten medialny przydomek na trwałe zaistniał w świadomości społeczeństwa. Co jakiś czas, co ciekawsi dziennikarze wtrącają się w życie tych, które uszły z życiem. Pewnego dnia wszystko się komplikuje zaburzając misternie budowaną przez Quincy poukładaną rzeczywistość. Bohaterka chcąc nie chcąc musi stawić czoła przeszłości i pewnym nierozwiązanym sprawom...

Historia wciąga od pierwszego rozdziału. Nie żebym jakoś specjalnie polubiła główną bohaterkę, bo czasami może jest dziwna i irytująca. Ale to nie na moich oczach zabito wszystkich moich przyjaciół więc nie mogę mieć jej za złe, że jest jaka jest. Radzi sobie. Jakoś. Na tyle, na ile jest to możliwe po takich przeżyciach. Dzięki pierwszoosobowej narracji mamy okazję poznać całkiem dokładnie portret psychologiczny głównej bohaterki. Ułatwia to zrozumienie wielu kwestii, a także pozwala wczuć się w jej sytuację. Zasadniczo, pozostałe postacie stworzone przez autora są wyraziste i ciekawe, no może z małymi wyjątkami.

Najważniejsza jest tu jednak fabuła i gra, jaką toczy z nami autor. Za każdym razem, kiedy wydaje się, że można już śmiało snuć pewne przypuszczenia co do rozwiązania zagadki, następuje kolejny zwrot akcji, który nasze przypuszczenia roznosi w pył. To nieustanna huśtawka emocji. Czasami byłam nawet zła na autora, bo już myślałam, że go rozgryzłam, a tu znowu jakiś twist. Mimo to, mnie osobiście zakończenie szczególnie nie zaskoczyło, choć słyszałam wiele głosów, że innych wbija w fotel. Dla mnie było w porządku, ale gdzieś po drodze miałam przebłyski, że rozwiązanie może pójść w tym kierunku. Niemniej jednak w ogóle nie osłabiło to wrażenia, jakie wywarła na mnie książka. Bo warto również zauważyć, że „Ocalałe” to dobrze dopracowana historia, w której nic nie jest przypadkowe. Na każdym kroku możecie zgromadzić poszlaki kierujące do finału. Podczas lektury w głowie buduje się wiele alternatywnych scenariuszy. Aż chce się jak najszybciej dotrzeć do końca, aby sprawdzić, czy któryś z nich się urzeczywistnił.

Polskie wydanie zawiera na okładce rekomendację Stephena Kinga, według którego „Ocalałe” to „fenomenalny thriller. Najlepszy, jaki przeczytasz w tym roku.” Co prawda, mamy dopiero początek roku i byłabym daleka od okrzyknięcia tej książki najlepszą w całym roku, ale póki co to rzeczywiście najlepszy thriller tego roku. Gdy już zdecydujecie się sprawdzić, jak to jest być OCALAŁĄ, jestem przekonana, że lektura pochłonie Was i wypluje na koniec. 

13 lutego

Anatomia skandalu - Sarah Vaughan

Anatomia skandalu - Sarah Vaughan

Do „Anatomii skandalu” podeszłam ze sporym dystansem. Okładka może niespecjalnie wyróżnia się z tłumu, ale do lektury zachęcił mnie opis wydawniczy głoszący, że to idealna książka dla fanów „House of cards”. No jakże mogłabym nie sięgnąć? I dobrze zrobiłam, bo to naprawdę bardzo dobry dramat sądowy osadzony w świecie brytyjskich elit.

Anatomia skandalu” to trzymająca w dużym napięciu powieść koncentrująca się wokół oskarżenia o gwałt. Przystojny, szanowany i polityk na wysokim stanowisku zostaje oskarżony o przestępstwo seksualne przez swoją byłą kochankę. Prawniczka, która podejmuje się prowadzenia oskarżenia jest przekonana o winie James. Jego żona wierzy (chce wierzyć), że jej kochający mąż, ojciec ich dzieci jest niewinny. Wraz z kolejnymi rozdziałami stopniowo poznajemy szczegóły, które wpływają na sposób postrzegania głównych bohaterów.

Poza wciągającą fabułą „Anatomia skandalu” zafascynowała mnie tajemnicami brytyjskiego systemu prawnego. Ta uderzająca dostojność, kostiumy, peruki i niuanse, które mają ogromne znaczenie składały się na bardzo interesujący klimat – taki typowo brytyjski, ale jeszcze bardziej podniosły. Przyznaję, że lektura tej książki to dla mnie podróż w nieznane, do świata brytyjskich wyższych sfer, gdzie najważniejsze jest zachowywanie odpowiednich pozorów, kalkulowanie tego co się w danym momencie najbardziej opłaca. Choć polityczne gierki nie odgrywały tu pierwszoplanowej roli, a porównywanie ich z tym co znamy z „House of cards” nie ma większego sensu, to i tak były one dobrym uzupełnieniem dla opowiadanej historii.

Autorka bardzo taktownie poruszyła w tej książce kwestię przemocy seksualnej wobec kobiet oraz konsekwencji, jakie niosą takie czyny. To niezwykle trudne, bo i temat jest bardzo delikatny. Wydaje mi się, że kreując bohaterów udało się uchwycić to co najważniejsze w takim przypadku. Emocje towarzyszące bohaterom nie sprawiały wrażenia przerysowanych. Przynajmniej ja uwierzyłam w ich toki myślenia. Naprawdę doceniam osobowości, które na potrzeby tej historii stworzyła poszczególnym postaciom autorka. Zarówno Kate, jak i Sophie (żona oskarżonego polityka) to bardzo interesujące postacie ze swoimi przeżyciami i doświadczeniem życiowym. Może jedynie postać Jamesa zasłużyła na nieco więcej uwagi autorki.

Na początku lektury irytowało mnie, że autorka nie dość że postanowiła poprowadzić akcję dwutorowo – co jakiś czas cofaliśmy się w czasie, aby poznać pewne zdarzenia z przeszłości, to jeszcze w opisie bieżących wydarzeń uwzględniano perspektywę różnych osób. Przy tym wszystkim tylko główna bohaterka mówiła w pierwszej osobie. Jak dla mnie było tego trochę za dużo i zabrakło spójności między tymi narracjami. Jednocześnie jednak zauważyłam, że poznawanie różnych perspektyw pozwalało na rozłożenie na czynniki pierwsze tego co się wydarzyło, zrozumienie co jest prawdą, a co nie.

„Anatomia skandalu” to według mnie bardzo dobra książka. Choć dotychczas na książkowe sale sądowe wkraczałam tylko wraz z Chyłką i Zordonem, to z chęcią częściej sięgnę po literaturę tego typu. Być może czas na amerykański system prawny? Może polecicie mi jakąś pozycję?

09 lutego

Kredziarz - C.J. Tudor

Kredziarz - C.J. Tudor

Kredziarz” to jedna z tych książek, wokół których robi się dużo szumu jeszcze na długo przed premierą. To pozycja, która intryguje oryginalnym motywem, niebanalnym wydaniem i obietnicą zbadania nie rozwikłanej tajemnicy z przeszłości. A gdy w to wszystko zamieszane są dzieci z niewielkiej społeczności, moje nadzieje na wspaniałą czytelniczą ucztę są ogromne. Przede wszystkim „Kredziarz” to bardzo intrygujący debiut, po który śmiało możecie sięgnąć w ramach #UwagaWyzwanie2018.
Wszystko zaczyna się trzydzieści lat temu. Eddie wraz z przyjaciółmi spędzają beztrosko wakacje. Jak na dzieci przystało, tu i ówdzie szukają okazji, aby trochę narozrabiać, przeżyć coś ciekawego. Nieco znudzeni latem w sennym miasteczku, wpadają na pomysł wprowadzenia do codziennej komunikacji kodów. I tak oto zaczynają rysować kredą symbole, których znaczenie znają tylko przyjaciele. Pewnego dnia ta niewinna zabawa zmienia się w coś, co będzie wzbudzało w nich dreszcz grozy przez wiele kolejnych lat. A wszystko za sprawą odnalezionych zwłok, do których prowadzą kredowe znaki.
O wydarzeniach, jakie miały miejsce trzydzieści lat temu w prowincjonalnym miasteczku opowiada nam Eddie. Akcja w książce toczy się dwutorowo, zatem dziecięce wspomnienia przeplatają rozdziały z czasów obecnych, gdy Ed jest już dorosły a wydarzenia z przeszłości wracają domagając się rozwikłania skrywanych tajemnic. Mimo pierwszoosobowej narracji prowadzonej przez tę samą postać, mamy niejako do czynienia z dwiema różnymi osobami. Autorka bardzo dobrze oddała punkt widzenia zarówno dziecka, jak i dorosłego Eda. Te powroty do lat dziecięcych były wzbogacane o trafne komentarze wskazujące, że rzeczywistość była postrzegana w typowy dla dziecka sposób.
Kredziarz” to nie tylko niezły thriller, w którym najważniejsze jest odkrycie „winnego”. Autorka pod pretekstem wciągającej fabuły snuje również bardzo ciekawe refleksje na temat przyjaźni, dojrzewania, samotności, poczucia winy i strachu. Doskonale nakreśla obraz przyjacielskich relacji z dzieciństwa oraz tego, co zostaje z takich dziecięcych przyjaźni. W „Kredziarzu” spotkacie również barwne postacie, które mają spory bagaż bardzo różnych doświadczeń, silnie oddziałujących na to kim są obecnie. Doceniam zatem portrety psychologiczne bohaterów występujących w „Kredziarzu”. To dobre uzupełnienie niezłej historii.
Historię opowiadaną przez Eda czyta się błyskawicznie. „Kredziarz” jest pełen tajemnic. Każda z ważniejszych postaci skrywa jakiś sekret. Z niecierpliwością czekałam na poznawanie kolejnych zdarzeń tak, aby poukładać sobie w głowie, co tak naprawdę zdarzyło się w roku 1986. To co odkrywamy w kolejnych rozdziałach sprawia, że chcemy więcej i więcej. Wciągnięta w niesamowitą historię oczekiwałam zatem naprawdę mocnego zakończenia. To, które zafundowała nam autorka, owszem było zaskakujące, ale nie do końca mnie przekonało. Mam wrażenie, że jest trochę przekombinowane i pozostawiające zbyt wiele znaków zapytania. Niemniej jednak „Kredziarza” zapamiętam jako nietuzinkową historię, po którą warto sięgnąć.





03 lutego

Nieodnaleziona – Remigiusz Mróz

Nieodnaleziona – Remigiusz Mróz



Od kilku dni na sklepowych półkach dostępna jest najnowsza powieść Remigiusza Mroza. Na „Nieodnalezioną” czekałam z wyjątkowym utęsknieniem od czerwca ubiegłego roku, kiedy to nasz rodzimy rekordzista w wydawaniu książek na Festiwalu książki w Opolu ogłosił, że niedługo pojawi się nowa książka, której akcja osadzona jest w moim (i Remigiusza) mieście. Na żadną z premier nie czekałam tak jak na tę kolejną (po „Behawioryście”) opolską powieść. No to przeczytałam. I trochę się obraziłam.


Wszystko zaczęło się dziesięć lat temu pod jednym z opolskich pubów nad opolską Młynówką (tak, właśnie to miejsce uwieczniłam na zdjęciu). Miały być oświadczyny i happy end, a był to najgorszy dzień w życiu Damiana. Chwilę po romantycznych zaręczynach para zostaje napadnięta. Gdy Damian Werner traci przytomność, Ewa znika bez śladu. Po dziesięciu latach Damian nagle trafia na ślad swojej narzeczonej. Wiedziony kolejnymi wskazówkami ma dotrzeć do prawdy. Ale czy mu się to uda? Co kryje się na końcu drogi, jaką dla niego przygotowano? Tego nie wie nikt.

Jak na książki Mroza przystało, akcja w „Nieodnalezionej” toczy się bardzo dynamicznie, jak zwykle trudno się również oderwać od lektury. Tym razem autor zdecydował się na dwie pierwszoosobowe narracje. Pierwszą z nich prowadzi Damian, którego historia rozpoczyna się w Opolu. Drugi głos został oddany Kassandrze, właścicielce biura detektywistycznego z Rewala. Jak się możecie domyślić, takie rozwiązanie sprawia, że Opola tutaj mamy zdecydowanie mniej niż w „Behawioryście”. Jeśli spodziewacie się kolejnych spacerów i pościgów na terenie tego miasta, to nie uświadczycie ich w „Nieodnalezionej”. Spodziewajcie się za to wielu innych ciekawych lokalizacji. Różnorodność miejsc akcji jest jednak mocnym atutem tej historii, ponieważ nadaje jeszcze większej dynamiki. Czytając ma się poczucie bycia w ciągłym ruchu. Wczucie się w lekturę może spowodować prawdziwe zmęczenie fizyczne ;-)

Już dawno żadna książka nie wywoływała we mnie takiej huśtawki nastrojów. Początek był naprawdę dobry, potem zaczęłam przeczuwać co wydarzy się dalej i trochę rozczarowałam się tym, że rzeczywiście jest tak, jak myślałam. Za chwilę pojawiła się kolejna fala wielkich emocji (i nadziei), kiedy autor postawił na mocne (i jednak zaskakujące) zakończenie. I wszystko byłoby w porządku. Przyjęłabym do wiadomości zaproponowany finał, gdyby nie to… że nagle wszystko się posypało, pozostało wiele niewyjaśnionych wątków, a to co zostało wyjaśnione miało w sobie wiele niespójności. No tak się nie robi!! Pokładałam w tej książce wielkie nadzieje, lektura była naprawdę emocjonująca, bohaterowie ciekawi, wszystko zapowiadało, że to będzie dobra książka, aż tu nagle finał, który pozostawia zbyt wiele pytań bez odpowiedzi, a także zbyt wiele sprzeczności. Mam wrażenie, że zakończenie zostało na szybko zmienione, ale autor zapomniał o połączeniu tego z wcześniejszymi wątkami.

Bardzo ważnym wątkiem poruszanym w lekturze jest przemoc wobec kobiet. Cieszę się, że Remigiusz Mróz korzystając ze swojej popularności stał się ambasadorem tak ważnej kampanii. A pisząc TAKĄ książkę przyczynia się do nagłośnienia tego problemu. Książkę kończy bardzo mądre posłowie, które trochę złagodziło mój żal, jaki odczuwałam po poznaniu zakończenia historii.



30 stycznia

Grzesznica - Petra Hammesfahr

Grzesznica - Petra Hammesfahr


Kiedy powstaje serial lub film na podstawie książki zwykle zaczyna się robić głośno także o źródle pomysłu na ekranizację. W przypadku nowego serialu dostępnego w CANAL+ nie było inaczej. Mowa o „Grzesznicy”, niemieckim thrillerze psychologicznym autorstwa Petry Hammesfahr. Książka, która po raz pierwszy została wydana wiele lat temu, przy okazji serialu doczekała się odświeżonego wydania.

Cora wiedzie w miarę normalne życie. Ma męża, małe dziecko i dom. W pewne gorące popołudnie wybiera się z rodziną na plażę, gdzie zupełnie nieoczekiwanie morduje nożykiem do jabłka przypadkowego mężczyznę z opalającej się na sąsiednim kocu grupy znajomych. Cora nie zadaje przypadkowych ciosów, z zimną krwią wymierza kolejne ciosy z precyzją zawodowego mordercy. Jak do tego doszło? Co pchnęło ją do tego czynu? Te tajemnice leżące głęboko ukryte w umyśle Cory odkrywamy w kolejnych rozdziałach.

Cała książka koncentruje się na odkryciu drogi jaką przeszła Cora od jej dzieciństwa do zbrodni. Cora kłamie, Cora wypiera wiele faktów, jej umysł jest niezwykle skomplikowanym labiryntem. Tu i ówdzie trafiamy na nowe fakty wciąż w koło wałkując ten sam temat. Na fabułę książki składa się wiele retrospekcji, niejednokrotnie wracamy do tych samych wydarzeń z przeszłości Cory odkrywając kolejne tajemnice. Choć było to naprawdę intrygujące, w pewnym momencie stało się dość męczące. Brak wyraźnej linii czasu w fabule i skakanie pomiędzy różnymi wydarzeniami z przeszłości Cory świetnie obrazowało stan jej umysłu, ale w pewnym momencie poczułam zmęczenie tymi nieustannymi podróżami w czasie. Czytając „Grzesznicę” nie raz czułam znużenie, które po chwili zamieniało się w dziką ciekawość i kolejnych kilkadziesiąt stron czytałam z zapartym tchem ciekawa co będzie dalej.

To, za co niewątpliwie można pochwalić autorkę to bardzo złożony portret psychologiczny głównej bohaterki. Potrzeba naprawdę nie lada wysiłku i warsztatu pisarskiego, aby stworzyć bohaterkę o tak kruchym umyśle, z tak wieloma tajemnicami i traumami z przeszłości. Czasami aż nieprawdopodobne wydawało się połączenie tych wszystkich zdarzeń i przypisanie ich jednej osobie. Traumy Cory powiązane są z brakiem akceptacji, skrajnym katolicyzmem (a raczej szaleństwem religijnym), molestowaniem, zagubieniem, czy poczuciem winy. Te wszystkie wątki składają się na trudną lekturę, która pozwala nam na próbę zrozumienia na pierwszy rzut oka absurdalnych zachowań osób z otoczenia. I choć rozwiązanie zagadki gdzieś w połowie lektury stało się łatwe do przewidzenia, to nie o wywołanie zaskoczenia tutaj raczej chodziło, dlatego jestem w stanie wybaczyć zastosowane zabiegi w tym zakresie.

Jeszcze jedno, podczas lektury wciąż dziwił mnie fakt, że ktoś postanowił zrobić serial na podstawie tej powieści. Jestem dość ciekawa jak twórcy podeszli do tego tematu, ponieważ nie bardzo potrafiłam sobie wyobrazić jak kluczowe dla fabuły niuansiki zostaną przedstawione w serialu. Koniecznie muszę wkrótce obejrzeć ten serial.

10 stycznia

Kobieta w oknie – A. J. Finn

Kobieta w oknie – A. J. Finn



Stephen King powiedział o tej książce „nieodkładalna”. Nie sposób się nie zgodzić z mistrzem. Biorąc do ręki „Kobietę w oknie” musimy liczyć się z tym, że potrzeba zrozumienia o co w tym wszystkim chodzi, co jest prawdą, a co tylko wyobrażeniem bohaterki sprawi, że nie oderwiecie się od lektury aż do ostatniej strony. A to jest dla mnie najważniejszy wyznacznik dobrego thrillera.

Anna Fox cierpi na agorafobię - sama dla siebie jest więźniem we własnym domu. Odczuwa paniczny lęk przed wyjściem z niego, co właściwie zupełnie wyklucza ją z życia społecznego. Anna z zawodu jest terapeutką dziecięcą, ale sobie nie za bardzo potrafi pomóc. Bierze leki, popija je alkoholem i snuje się po swoim ogromnym, pustym domu. Aby urozmaicić sobie swój odizolowany od normalnych interakcji żywot, podgląda sąsiadów. Jak już szaleć, to na całego, zatem Anna robi to z profesjonalną precyzją. Wie o swoich obiektach obserwacji dużo, coś zauważy, coś sobie dopowie, nie bez znaczenia jest też dobry teleobiektyw w aparacie fotograficznym, który pozwala na ujrzenie np. tytułu książki czytanej przez sąsiadki. Pewnego dnia zauważa u sąsiadów coś, czego nie powinna zobaczyć... I w tym momencie zaczyna się taka karuzela, że naprawdę trudno przerwać lekturę. 

Choć z początku historia może trochę nużyć, to szybko okazuje się, że to tylko niewinny wstęp do naprawdę zawiłej fabuły. Autor igra z nami podrzucając nam ciągle nowe fakty, które poddają w wątpliwość to, czy wcześniejsze wydarzenia naprawdę miały miejsce. Do samego końca nie udało mi się zgadnąć jaki będzie finał tej historii. Mocnym autem książki jest to, że nie tylko zakończenie jest zaskakujące, ale również nie brakuje mocnych zwrotów akcji, a główna bohaterka sieje w naszych głowach niemały mętlik. 

Co do samej kreacji głównej bohaterki – jej profil psychologiczny jest fascynujący, ale także wielowarstwowy. Jej mroczna osobowość, przytłumiony przez leki łączone z alkoholem umysł oraz wszystkie jej problemy składają się na intrygującą postać. Trudno jest się z nią utożsamić, ale ja znalazłam w sobie sporo zrozumienia dla jej postawy, choć nie przyszło mi to łatwo. Jeśli do tego dołożyć mroczny i tajemniczy klimat rodem z dobrych horrorów, interesujące postacie drugoplanowe i nieustanne napięcie, to składa się to na naprawdę dobry thriller. Taki, który świetnie realizuje zadania stawiane temu gatunkowi. 

„Kobieta w oknie” w księgarniach pojawi się 2 lutego. Jako ciekawostkę mogę Wam zdradzić, że prawa do ekranizacji sprzedano jeszcze przed światową premierą książki! Zobaczycie, o „kobiecie w oknie” jeszcze długo będzie naprawdę głośno! Coś mi się wydaje, że ta książka będzie jedną z najlepiej sprzedających się pozycji w tym roku. I nie chodzi tu wyłącznie o intensywne działania marketingowe. Jeśli lubicie pokręcone historie i wciągające thrillery to koniecznie musicie przeczytać tę książkę.

06 stycznia

Mali bogowie. O znieczulicy polskich lekarzy – Paweł Reszka

Mali bogowie. O znieczulicy polskich lekarzy – Paweł Reszka

Mam niemały problem w sformułowaniu oceny reportażu „Mali bogowie. O znieczulicy polskich lekarzy”. Dziennikarz Paweł Reszka w ramach eksperymentu postanowił zatrudnić się jako sanitariusz w szpitalu. Chciał wniknąć w lekarskie środowisko i przedstawić perspektywę polskich lekarzy. Udało mu się nakłonić do rozmowy wielu lekarzy reprezentujących różne środowiska. Książka, o której dzisiaj czytacie, to efekt niewątpliwie wielkiego wysiłku włożonego w zebranie materiału, którego potencjału nie wykorzystano. 

Autor w swojej książce oddaje głos lekarzom. Z ich wypowiedzi wyłania się obraz chciwych, bezdusznych i przemęczonych wyrobników, dla których dobro pacjenta niekoniecznie jest najwyższą wartością. Poczucie misji i chęć niesienia pomocy drugiemu człowiekowi, po podjęciu pracy lekarza i zderzeniu z lekarską rzeczywistością szybko stają się dla nich obce. „Mali bogowie” to bardzo jednostronny osąd tej społeczności. Anonimowi lekarze ujawniają wiele patologii w swoim środowisku, ale jednocześnie nie dostrzegają swoich wad. Bardzo zdenerwowała mnie ta książka. Tak, „zdenerwowała” to dobre słowo, bo ten ważny głos w społecznej dyskusji nad pozycją społeczną lekarzy został przyćmiony przez ich wewnętrzne utarczki i ich nieczyste radzenie sobie z niewydolnym systemem, a przede wszystkim nieustanna, wręcz uzależniająca, pogoń za pieniędzmi.

Paweł Reszka zestawiając szereg wypowiedzi lekarzy z różnych regionów Polski reprezentujących różny staż zawodowy oraz różne specjalizacje namalował zbiorowy portret polskiej „służby zdrowia”. Używając trafnych narzędzi, dobrych elementów stworzył bardzo chaotyczne działo. Głównymi składowymi książki są przytaczane wprost wypowiedzi poszczególnych przedstawicieli lekarskiego świata. Tu i ówdzie wypowiedzi oraz fragmenty wywiadów przeplatane są cytatami z komunikatów, raportów, publikacji. Całość przeplata „pamiętnik sanitariusza” czyli zapiski autora z jego eksperymentu. Te fragmenty są dobre, niektóre kontrowersyjne, niektóre szokujące, zmuszające do refleksji lub wnoszące nową wiedzę. Ale tu pojawia się problem. Bardzo dobre treści nie składają się na dobrą książkę. Dlaczego? Ano dlatego, że właśnie na wymienionych powyżej elementach autor poprzestał. Zdecydowanie brakuje jakiejś klamry spinającej, komentarza, analizy zjawisk prezentowanych w przytaczanych wypowiedziach.

Autor dryfuje między poszczególnymi postaciami, które zgodziły się z nim anonimowo porozmawiać. Rozumiem, że zamierzeniem było po prostu oddanie głosu lekarzom, pozwolenie im na przedstawienie swojego stanowiska, ale czytając tę książkę miałam wrażenie, że czytam wylewanie żali lekarzy na forum internetowym lub w komentarzach do artykułu na portalu informacyjnym. Książka, podejmująca ważną tematykę wiele traci poprzez formę, na jaką zdecydował się autor.

Co ciekawe, nie żałuję, że przeczytałam tę książkę i mimo wszystko mogę ją Wam polecić, choćby po to, aby poznać perspektywę lekarzy i chociaż spróbować zrozumieć co siedzi w ich głowach, jaki system wartości wyznaje ta grupa społeczna i jakie to niesie ze sobą konsekwencje dla nas, zwykłych ludzi, którzy jesteśmy skazani na taką pomoc w przypadku choroby.


02 stycznia

Book challenge 2018 - czytelnicze podróże w nieznane

Book challenge 2018 - czytelnicze podróże w nieznane


Tak jak zapowiadałam, mam dla nas wyzwanie czytelnicze na rok 2018. W poprzednim roku odkryłam, że otwarcie się na nowe gatunki, nowe formy i nowych autorów to nie tylko szansa na poznanie świetnych książek, ale także możliwość lepszego poznania swoich czytelniczych preferencji. Przygotowałam dla nas 12 kryteriów, które pomogą nam odbyć fascynującą podróż w nieznane nam czytelnicze zakamarki.

Moim zamiarem nie było zagospodarowanie Wam całego czytelniczego roku, dlatego na wyzwanie składa się tylko 12 kryteriów. Dzięki temu wciąż możemy sięgać po swoich ukochanych autorów i ulubione gatunki, a jednocześnie poszerzać swoje czytelnicze horyzonty.


Uszczegółowienie kryteriów:
  1. Książkowy debiut – debiutancka książka to zawsze zagwozdka. Każdego roku na rynku debiutuje wielu utalentowanych pisarzy. Postarajmy się przeczytać książkę początkującego twórcy.
  2. Polski autor – często spotykam się z głosami, że nasze rodzime książki są gorsze od literatury zagranicznej. Absolutnie się z tym nie zgadzam. Wśród polskich autorów można znaleźć perełki zasługujące na bycie globalnymi bestsellerami. Sięgnijmy po jedną z nich.
  3. Książka z motywem podróży – skoro wyzwanie ma być naszą podróżą w nieznane, sięgnijmy po książkę na ten temat. Może to być powieść z motywem podróży, ale równie dobrze sprawdzi się reportaż, czy zapiski znanego podróżnika.
  4. Self-publishing – książki wydawane samodzielnie przez niezależnych autorów to coraz popularniejsza forma pojawiania się na rynku niszowych książek. Doceńmy pracę włożoną przez pisarza w wydanie i promocję swojego dzieła.
  5. Niepopularny autor – działania marketingowe największych wydawnictw koncentrują się zwykle na kilku nazwiskach. Spróbujmy sięgnąć po książkę autora, który nie jest szumnie promowany na instagramie, a jego książki nie leżą w centralnych punktach księgarni.
  6. Unikany bestseller – są książki, które wypada znać, a których lekturę z jakichś powodów odkładaliśmy od dawna. To kryterium to świetna okazja, żeby nadrobić swoje zaległości.
  7. Klasyka literatury amerykańskiej – takich książek jest niewiele w polskim kanonie lektur szkolnych. Nie wiem jak Wy, ale ja w tym obszarze mam naprawdę potężne braki. Dzięki wyzwaniu sięgnijmy po przynajmniej jedną powieść zaliczaną do najważniejszych powieści amerykańskich XX wieku.
  8. Unikatowe miejsce akcji – w ramach tego kryterium możemy odbyć kolejną fascynującą podróż. Wybierzmy lekturę, której akcja osadzona jest w nieznanym nam miejscu. Większość powieści umiejscowionych jest w Europie lub w USA, co powiecie na przykład na afrykańską przygodę? A może wybierzecie się nawet na Antarktydę? To od Was zależy dokąd dotrzecie. Uwaga, sięgnięcie po fantastykę i podróż do innego świata również jest dopuszczalne, ale postaraj się sięgnąć po ten gatunek tylko jeśli zazwyczaj nie czytasz fantastyki.
  9. Zupełnie nowy gatunek – odkryciem ubiegłego roku były dla mnie biografie i reportaże, których wcześniej prawie w ogóle nie czytałam. Z pewnością i Wy macie takie gatunki, po które nie sięgacie, albo sięgacie bardzo rzadko. Być może kryje się w nich książka, która zmieni Wasze życie? Ja jestem niezwykle ciekawa dokąd w tym roku zaprowadzi mnie to kryterium.
  10. Rekomendacja wartościowej osoby – sięgnijmy po książkę, którą poleca ważna dla nas osoba. Może być to rekomendacja przyjaciela, żony, matki, kochanki, ale być może sięgnięcie po ulubioną książkę inspirującej osoby publicznej. Zaufajmy osobie, która nam imponuje, na której chcecie się wzorować lub osobie, która ma podobny gust czytelniczy.
  11. Nagradzana książka – w branży wydawniczej co roku wręczanych jest wiele różnych nagród literackich. Niektóre są bardzo głośne, inne można uznać jako niszowe. Wersja prostsza zakłada przeczytanie książki, która otrzymała jakąkolwiek nagrodę, wersja trudniejsza (zalecana) to sięgnięcie po książkę, które otrzymała niszową nagrodę literacką. To również świetna okazja do poszerzenia swoich horyzontów i odkrycia nieznanych, a interesujących wydarzeń literackich.
  12. Przypadkowa książka – im więcej czytam, tym rzadziej podejmuję spontaniczne decyzje co do doboru lektur. Tym razem dajmy się ponieść i dokonajmy spontanicznego wyboru. W ramach tego kryterium zdajmy się n naszą intuicję - przeczytajmy książkę, o której usłyszeliśmy przypadkiem, albo która wpadła nam w oko w księgarni lub bibliotece. Nie zastanawiajmy się, nie sprawdzajmy oceny na Lubimy Czytać, po prostu czytajmy!

Jeśli przyjrzycie się zaproponowanym przeze mnie kryteriom, to zauważycie, że to przede wszystkim od Was zależy w jak daleką czytelniczą podróż się wybierzecie. To od Was zależy, czy sięgając po kolejne lektury zdecydujecie się na bardziej śmiałe eksperymenty, czy też pozostaniecie wierni swoim przyzwyczajeniom. Kolejność, w jakiej będziecie realizować poszczególne kryteria jest oczywiście dowolna. Nie ma również przymusu, aby zrealizować wszystkie 12 punktów z listy.

Mam nadzieję, że moja propozycja Wam się spodoba i przyłączycie do wyzwania. Koniecznie dajcie znać w komentarzu! Będzie fajnie, jeśli będziemy dla siebie nawzajem inspiracją, dlatego śmiało dzielmy się informacjami o tym, jakie książki wybieramy w ramach realizacji wyzwania. Swoje czytelnicze poczynania w ramach wyzwania oznaczajcie w mediach społecznościowych tagiem #UwagaWyzwanie2018. Działajmy!

Aby ułatwić nam realizację wyzwania przygotowałam również wersję do wydrukowania. Możemy na jednej wydrukowanej stronie zanotować co udało nam się przeczytać w ramach poszczególnych kryteriów. Ja bardzo lubię takie pomoce, bo pozwalają monitorować poziom realizacji wyzwania, a Wy? 
Wersję PDF do wydruku możecie pobrać tutaj



01 stycznia

Czytelnicze podsumowanie roku 2017 - część 1

Czytelnicze podsumowanie roku 2017 - część 1

Witam Was serdecznie w nowym, 2018 roku. Życzę Wam wszystkiego dobrego oraz spełnienia wszystkich czytelniczych i życiowych planów! To był przełomowy rok w mojej czytelniczej karierze – w końcu podjęłam decyzję o powstaniu Uwaga Czytam. To pierwsze prawdziwe podsumowanie czytelnicze. Miało być w ramach jednego wpisu, ale za dużo chcę Wam opowiedzieć więc musiałam podzielić je na kilka części. Dziś przedstawię Wam kilka czytelniczych statystyk za rok 2017 oraz najważniejsze odkrycia roku. 

Fakty i liczby
Kiedy zaczynałam ten rok, moimi czytelniczymi poczynaniami było zainteresowanych jakieś 500 osób na instagramie. Od stycznia społeczność ta rozrosła się sześciokrotnie, a pod publikowanymi zdjęciami zostawiliście 95,5 tys. serduszek. Od 2015 roku prowadzę statystyki czytelnicze. Nie chcę Was zanudzić więc nie będę prezentowała żadnych wykresów (a wierzcie, że powstrzymuję się z trudem), ale chcę Wam przedstawić kilka najciekawszych faktów. W 2016 roku po raz pierwszy udało mi się przeczytać 52 książki (średnio jedna książka tygodniowo). W roku 2017 również udało mi się osiągnąć to założenie. Rok kończę z 59 przeczytanymi książkami – okej, 52 przeczytanymi oraz 7 wysłuchanymi jako audiobooki, które okazały się jednym z ważniejszych odkryć mijającego roku. Na przeczytane książki składa się ponad 23 tys. stron, co daje średnio 63 strony dziennie (o 5 stron dziennie więcej niż w roku poprzednim).
Posługując się kategoriami Lubimy Czytać mogę stwierdzić, że rok 2017 należał do thrillerów, sensacji i kryminałów (co trzecia przeczytana książka należy do tej kategorii). I choć ta dominacja jest wyraźna (trochę za sprawą Remigiusza Mroza – 9 powieści tego autora przeczytanych w ciągu jednego roku zrobiło swoje!), to podobały mi się moje tegoroczne podróże w nieznane, w ramach których sięgałam po różne gatunki. I tak na przykład literatura faktu tak mnie zainteresowała, że choć dotychczas prawie w ogóle nie czytałam takich książek, to w tym roku stanowią one 10% wszystkich moich lektur.

Czytelnicze odkrycia roku
2017 rok był czasem odkrywania nowych preferencji czytelniczych, wnikania w czytelniczą społeczność i eksperymentowania, a do najważniejszych odkryć mogę zaliczyć: 

1. Pisanie opinii o książkach to nie to samo co wypracowania w szkole – naprawdę polubiłam dzielenie się z Wami opiniami o przeczytanych pozycjach. Napisanie nawet kilku zdań pozwala na głębszą refleksję nad przeczytaną książką i wyrobienie sobie własnej opinii na jej temat.
2. Audiobooki to też książki – pierwszy raz od czasów dzieciństwa i bajek słuchanych z kaset magnetofonowych zdecydowałam się na słuchanie książek. Był to strzał w dziesiątkę. Audiobooki to super uzupełnienie regularnych czytanek, które idealnie sprawdzają się w drodze do pracy czy na spacerach. Okazało się, że wcale nie jestem takim kiepskim słuchaczem książkowym jak wydawało mi się dotychczas.
3. Dryfowanie między gatunkami literackimi i poszukiwanie nowych doznań jest fajne – odkrycia 2017 roku to zdecydowanie biografie (najpierw był Kuba Błaszczykowski, potem Steve Jobs, a następnie postanowienie, że muszę częściej sięgać po tego typu lektury) i reportaże (chciałabym ich przeczytać zdecydowanie więcej). Chcąc zintensyfikować te "podróże w nieznane" chcę Was zaprosić do wspólnego podjęcia wyzwania czytelniczego na 2018 rok, którego szczegóły poznacie w ciągu najbliższych kilku dni. Przygotuję dla nas 12 kryteriów, które pomogą nam sięgnąć po nowych autorów i nowe gatunki. Być może odkryjemy nowe preferencje czytelnicze? Jeśli macie pomysły na kryteria możecie napisać w komentarzu, choć moja robocza lista propozycji i tak już liczy znacznie więcej pozycji niż zaplanowane 12. 
4. Czytanie nie musi być drogie - ten rok pozwolił mi na przekonanie się na własnej skórze, że czytanie wcale nie jest drogie! Odrzucamy więc powszechnie stosowaną wymówkę „nie czytam, bo książki są drogie”. Naprawdę można czytać i nie tracić na to fortuny! Przeczytacie o tym więcej w artykule poświęconym źródłom czytelniczym :-) 
5. Czytelnicza społeczność internetowa jest ogromna i kryje się w niej mnóstwo wspaniałych ludzi.

W kolejnym wpisie opowiem Wam o tym, skąd brałam te wszystkie książki oraz jak radziłam sobie z wyzwaniem na rok 2017, jakim było postanowienie niekupowania książek przez cały rok!  W przygotowaniu jest również wyzwanie czytelnicze na ten rok, w ramach którego mam nadzieję, że wspólnie odbędziemy czytelniczą podróż w nieznane zgłębiając dotychczas nieznane nam literackie zakamarki! Na koniec tych podsumowań przedstawię Wam najlepsze i najsłabsze książki ubiegłego roku. Szykujcie się zatem na więcej postów niż zazwyczaj :-) 

A tymczasem dajcie proszę znać czy nie zanudziliście się tymi wszystkimi informacjami :-)
Copyright © 2016 Uwaga czytam , Blogger