18 lipca

Recenzja: Lokatorka - JP Delaney

Czy pustka może być lekarstwem na traumę? Możesz wprowadzić się do olśniewającego, supernowoczesnego i ekstremalnie minimalistycznego apartamentu, jeśli tylko zgodzisz się na spełnienie szeregu warunków dotyczących użytkowania wnętrza i poddania się jego minimalistycznemu klimatowi. Odważysz się? A zatem zacznij od wymienienia listy rzeczy, bez których nie możesz żyć. A potem zasiądź do lektury „Lokatorki” JP Delaney i zastanów się jeszcze raz, czy na pewno tego chcesz.

Jeden apartament i dwie historie. Przeszłość przeplata się z teraźniejszością. Pierwsza była Emma, która po włamaniu do starego mieszkania stara się uporać z traumą i strachem. Wraz z chłopakiem przeprowadzają się do minimalistycznego mieszkania – arcydzieła architektonicznego. Parę przekonuje nowoczesny wystrój i bezpieczeństwo mieszkania, o które dba zaawansowane technologicznie specjalne programowanie zintegrowane z aplikacją na smartfona. Kolejna jest Jane, która po przeżytej traumie – urodzeniu martwego dziecka stawia na „nowy początek” w nowym, pięknym wnętrzu. Dwie z pozoru zupełnie różne historie, jednak coś je łączy. Kiedy Jane zaczyna dociekać, kim była poprzednia lokatorka jej mieszkania, akcja na dobre zaczyna się rozkręcać.

Lokatorka” to trzymający w napięciu thriller psychologiczny. Naprzemienna narracja dwóch bohaterek – lokatorek naprawdę ma sens w przypadku tej książki. Na przemian poznajemy perspektywę dwóch kobiet – jednej z przeszłości, drugiej z teraźniejszości. Miejsce akcji pozostaje niezmienne. Dreszczyku emocji dodaje myśl, że każdy zakątek tego pięknego wnętrza kryje w sobie jakieś tajemnice. Krótkie rozdziały trzymają w napięciu i sprawiają, że książkę czyta się niezwykle szybko. Autor dość dobrze oddaje sposób myślenia obu bohaterek, ich problemy i niekiedy spaczony ogląd rzeczywistości – jak to przystało na dobry thriller psychologiczny. Z każdym rozdziałem zbliżamy się nieco bardziej do odkrycia tajemnicy, a kiedy to się staje, może nie ma wielkiego zdumienia, ale wszystko zamyka się w zgrabną całość. Do mnie trafiła ta historia, bardzo podobało mi się też uchwycenie roli technologii w kształtowaniu poczucia bezpieczeństwa, a także obsesyjne dążenie do perfekcji.

Pamiętacie poprzednią recenzję, w której pisałam o „Bad mommy. Zła mama”? Nie sposób nie porównywać tych książek. Zbieżność gatunkowa i czasu premiery sprawiły, że obie pozycje wspięły się na szczyty list bestsellerów. Co je łączy? Przeprowadzka, motyw macierzyństwa, socjopaci, problemy psychiczne i pierwszoosobowe narracje. Jeśli miałabym jednoznacznie ocenić, która z tych książek jest lepsza, byłoby to bardzo trudne. Choć postać psychopatki jako głównej bohaterki „Bad mommy. Zła mama” wydaje mi się lepiej skonstruowana, a jej historia bardziej realna, o tyle „Lokatorka” może się poszczycić lepszym tłem: niezwykły apartament, wszechobecna technologia i tajemniczy Gospodarz – oprogramowanie, które dostosowuje funkcje mieszkania do nastroju i potrzeb mieszkańców. No czyż nie brzmi to niezwykle? No i jednak rozwiązanie tajemnicy z „Lokatorki” jest dla mnie znacznie lepszym zakończeniem, niż propozycja Pani Fisher w „Bad mommy. Zła mama”. Tak czy owak polecam lekturę obu i wyrobienie sobie własnego zdania na temat tego, która z nich jest lepsza. A może już czytaliście obie? Jeśli tak, to koniecznie dajcie znać, która podobała Wam się bardziej!

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2016 Uwaga czytam , Blogger