20 czerwca

Żmijowisko – Wojciech Chmielarz

Żmijowisko – Wojciech Chmielarz


„Żmijowisko” to moje pierwsze spotkanie z twórczością Pana Chmielarza. Dowiedziałam się o niej podczas niedawnego spotkania z autorem. Kiedy usłyszałam hasła: tajemnica, zaginięcie, psychologiczna analiza rozpaczy od razu wiedziałam, że prędzej czy później będę musiała po nią sięgnąć. I tak pewnego poranka obudziłam się z wielką chęcią poznania historii, którą zapoczątkował niewinny wyjazd grupy znajomych do małej wsi Żmijowisko.

Lato 2016 – Grupa znajomych ze „starych czasów” wyjeżdża na wspólne wakacje. Zaszywają się w gospodarstwie agroturystycznym, aby wraz ze swoimi bliskimi spędzić razem trochę czasu. Jak to czasami bywa na takich wyjazdach, wracają nierozwiązane sprawy sprzed lat, wypływają niedopowiedzenia i rodzą się nowe konflikty. Jest alkohol, są narkotyki. Pewnego ranka, po hucznej imprezie okazuje się, że nastoletnia córka Kamili rozpływa się bez śladu.

Rok później – Kamila wciąż nie może się pogodzić z zaginięciem Ady. Nie potrafi poradzić sobie ze stratą. Zaniedbuje przy tym siebie, nie potrafi zadbać o młodsze dziecko. Tymczasem ojciec dziewczyny wraca do Żmijowiska, podejmując się własnego śledztwa. Nie on jeden decyduje się na ten krok… a co z niego wyniknie dowiecie się sięgając po książkę.

Początkowo sądziłam, że „Żmijowisko” to bardziej powieść obyczajowa z nierozwikłaną tajemnicą w tle. Że bardziej chodzi o nakreślenie relacji między starymi znajomymi, o ukazanie życia na wsi, wreszcie o opisanie cierpienia i rozkładu rodziny na skutek traumatycznego wydarzenia. Zapewniam Was jednak, że to prawdziwy thriller, którego zakończenie było zacnym zwieńczeniem całej lektury. Napięcie rośnie z każdym kolejnym rozdziałem. Autor ukazuje akcję z 3 różnych perspektyw czasowych mieszając coraz bardziej, a jednocześnie odkrywając przed nami kolejne karty. Poznajemy szczegóły wydarzeń sprzed roku (wspólne wakacje, które zakończyły się tragicznie), następnie przenosimy się do teraźniejszości, kiedy to ojciec na własną rękę poszukuje rozwiązania zagadki. W międzyczasie odkrywamy szczegóły wydarzeń, do których doszło w ciągu tego roku. Podziwiam, że autor nie pogubił się w tym przeplatańcu, a każdy poruszany wątek okazał się być istotnym puzzlem do rozwikłania zagadki.

To, co zasługuje na uznanie, to postaci stworzone na potrzeby tej powieści. Chmielarz nie ogranicza się do nadania imion kreowanym bohaterom. Każda z nich ma swoją historię i osobowość. Jest niezadowolona ze swojego życia rodzinnego kobieta, która na skutek „wpadki” pożegnała się z marzeniami o swojej wielkiej miłości, jest gwiazdka telewizji, która wyróżnia się tym, że jej kolor skóry jest ciemniejszy niż innych, są gospodarze, którzy uciekli od wielkomiejskiego życia… i wiele innych charakternych postaci, z których każda wnosi coś nowego do opowiadanej historii.

Dla mnie „Żmijowisko” okazało się wspaniałą przygodą. Zazwyczaj sięgam po zagraniczne pozycje z tego gatunku. Osadzenie akcji w polskich realiach nadaje książce niesamowitego klimatu. Nie mam tu na myśli wyłącznie względów geograficznych. Powieść świetnie oddaje także naszą polską mentalność i charakterystyczny dla nas system wartości. Bardzo, bardzo polecam!

07 czerwca

Podejrzany - Paulina Świst

Podejrzany - Paulina Świst

Paulina Świst powraca z nową książką! „Podejrzany” jest już dostępny w księgarniach, a ja żałuję, że lekturę mam już za sobą! Chętnie przeżyłabym to jeszcze raz. Po raz kolejny otrzymujemy sporą dawkę emocji. Świst pozostaje wierna zasadom: ostry seks, ostry język, ostra jazda.

W najnowszej książce Pauliny Świst najważniejszą rolę odgrywają brat Komisarza i siostra Prokuratora. Może się wydawać na pierwszy rzut oka, że robi się z tego telenowela? Nic z tego! Autorka fajnie kreuje postaci, przeplata ich losy i tworzy ich własny, śląski świat prawa i nieprawości. Daniel Wyrwa – Siwy daje się poznać jako zadziorny, ale interesujący mężczyzna. W 2014 roku jest żołnierzem. Wtedy poznaje Marię Zimnicką – aplikantkę, nieco rozpieszczoną, pyskatą 25-latkę. W roku 2017 Daniel wraca z odwyku, ma własną szkołę bokserską, ona pracuje w kancelarii u Kingi i wychowuje córeczkę.

Podczas lektury „Podejrzanego” na przemian odkrywamy początki znajomości bohaterów jak również aktualne relacje pomiędzy Siwym i Maryśką. I tu czeka na Was wiele emocji. Sprawy się mocno komplikują, kiedy „Siwy” dzięki interwencji Zimnego i Komisarza odnawia kontakt z Marysią i ich córeczką. Wszystko byłoby zbyt proste, gdybyśmy mieli obserwować jedynie to, czy byłym kochankom uda się dojść do porozumienia. Ktoś jednak wysyła pogróżki w kierunku małej Niny. Tylko kto? A jeśli nie wiadomo kto, to jak walczyć z niewidzialnym wrogiem?

Pamiętacie Zimnego z „Prokuratora”? On i Kinga nie zawodzą – pojawiają się nie raz na kartach powieści. Tracą jednak status mojej „ulubionej pary w świstowym świecie”. Siwy wzbudził moją sympatię już w „Komisarzu”, a teraz on i Maryśka wydają mi się najbardziej barwnymi postaciami. Ich perypetie poznajemy z różnych perspektyw: kiedyś i dziś, a do tego dzielą się narracją – na przemian swoje racje przedstawia raz Ona, raz On. Pozwala to nam zrozumieć ich tok rozumowania, obawy i uprzedzenia. Choć początkowo może wydawać się, że pochodzą z dwóch różnych światów, szybko dociera do mnie, że pasują do siebie jak dwie połówki jabłka. Trudno ich nie lubić.

Autorka przyzwyczaiła nas do tego, że wprowadza nas w świat prawniczych układów i układzików, pokazuje jak naprawdę funkcjonuje w Polsce prawo i ile można załatwić trzymając się blisko odpowiednich organów. To momentami przerażające, ale bardzo realistyczne obrazy wymiaru sprawiedliwości w Polsce.

Świst w „Podejrzanym” serwuje nam naprawdę szybką akcję. Znowu dałam się wciągnąć w wir wydarzeń i rekordowo szybko poznać zakończenie. Sięgając po jej książki trzeba się z tym liczyć. To nie jest książka, która wystarczy Wam na wiele godzin delektowania się lekturą. Ani się nie obejrzycie, a zaskoczy was ostatnia strona powieści. Zawsze ubolewam, że to taka krótkotrwała rozrywka. Dobrze, że przynajmniej tak bardzo emocjonująca.

Na koniec podkreślę, że książki Pauliny Świst to ten rodzaj literatury, który ma służyć czystej, prostej rozrywce. Nie oczekuje więc wzniosłego języka, czy wyrafinowanej kompozycji. Choć w większości przypadków byłabym zdegustowana czytając fragment „siedzę na kiblu” i widząc tyle przekleństw w książce, to w przypadku twórczości Pauliny Świst dostrzegam potrzebę, aby wszystko pozostawało w takim trochę wulgarnym, trochę prostackim stylu. Każdemu się należy trochę luzu. Nie wiem jak Wy, ale ja czasami mam ochotę sięgnąć i po taką łatwą rozrywkę i zapomnieć o całym świecie.

03 czerwca

Muszę to wiedzieć - Karen Cleveland

Muszę to wiedzieć - Karen Cleveland

Kiedy słyszę takie pojęcia jak CIA, służby, szpiedzy czy agenci od razu przychodzą na myśl filmy akcji, thrillery, ewentualnie kryminały. Co jeśli powiem Wam, że „Muszę to wiedzieć” Karen Cleveland to powieść obyczajowa i psychologiczna z motywem opartym na wspomnianych elementach? Według mnie udało się stworzyć coś całkiem interesującego!

Vivian – prywatnie żona idealnego partnera, matka czwórki małych dzieci, na co dzień jest analityczką  w CIA. Służy krajowi pracując w kontrwywiadzie poszukując uśpionych rosyjskich agentów na terenie USA. Matt – kochający ojciec i mąż idealny, oddany rodzinie i potrafiący pójść na niejeden kompromis. Przez większość czasu to on jest głową domowego ogniska, gotuje, sprząta i pomaga dzieciom odrobić lekcje. Pewnego dnia Vivian wykonując swoje obowiązki trafia na coś, co zmieni wszystko… Niejednokrotnie pojawi się pytanie: do czego są w stanie posunąć się Rosjanie?

„Muszę to wiedzieć” to książka, którą czytałam jednym tchem. Pierwsze rozdziały działały na mnie tak, że po przeczytaniu ostatniego akapitu musiałam zbierać szczękę z podłogi i szybko brałam się za kolejny. Często towarzyszył mi szok i niedowierzanie, ale przede wszystkim pytanie: co będzie dalej?! I choć później akcja zwalnia, ponieważ sporo miejsca autorka poświęciła dylematom moralnym i kalkulacjom głównej bohaterki, to emocje nie opadły aż do ostatniej strony. Sposób, w jaki Cleveland odtwarza tok myślowy Vivian sprawia, że sama zaczęłam się zastanawiać jakich wyborów ja dokonałabym na jej miejscu, co jest prawdą, a co manipulacją. Kto jest przyjacielem a kto wrogiem, komu można zaufać, a od kogo lepiej trzymać się z daleka. I choć nie do końca popierałam wszystkie wybory głównej bohaterki, to je rozumiałam, ponieważ autorce dobrze udało się zarysować osobowość tej postaci.

Musicie wiedzieć, że ta powieść to nie jest typowy thriller psychologiczny czy powieść szpiegowska. Ma w sobie dość sporo z powieści obyczajowej, w tym dość rozbudowany wątek miłosny. Mi to absolutnie nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie stanowiło wartość dodaną tej książki. Wplecenie uczuć w wątek szpiegowski sprawia, że „Muszę to wiedzieć” powinno przypaść do gustu szerokiemu gronu. Dla mnie niezwykle interesująca była koncepcja autorki co do sposobów działania wywiadu oraz mechanizmów stosowanych przez rosyjskich szpiegów.

Powiem Wam jedno, biorąc się za lekturę „Muszę to wiedzieć” przygotujcie się na wiele emocji i… interesujące zakończenie! Konstrukcja książki i poziom budowanego napięcia sprawia, że odwracając kolejne strony sama do siebie powtarzałam tytuł tej książki, ponieważ naprawdę musiałam to wiedzieć. Myślicie, że się dowiedziałam? Chcecie się TEGO dowiedzieć? Sięgnijcie po tę książkę. Warto.


23 maja

Zanim zawisły psy – Jens Henrik Jensen

Zanim zawisły psy – Jens Henrik Jensen


Porównywana do „Millenium” Stiega Larssona, bestseler w Danii – „Zanim zawisły psy” to powieść sensacyjna, która przyciągnęła moją uwagę motywem psów wplecionym w tę tajemniczą, dość złożoną historię. To pozycja, która nie mogła pozostać prze mnie niezauważona. Jednocześnie to najdłużej czytana przeze mnie książka w tym roku. Czy było warto po nią sięgnąć? Dziś powiem, że tak, choć nie byłam tego taka pewna w trakcie lektury.

„Zanim zawisły psy” to pierwsza część trylogii o Nielsie Oxenie. Były komandos, wielokrotnie odznaczany bohater narodowy zerwawszy z dotychczasowym życiem zaszywa się w lasach północnej Jutlandii. Wraz ze swoim psem wiodą życie z daleka od cywilizacji, a Niels próbuje uwolnić się od traumy związanej ze służbą wojskową w ramach swojej ostatniej misji. Nieoczekiwany splot okoliczności sprawia, że zostaje wplątany w zawiłe śledztwo. Zginął przecież wpływowy polityk, a może nawet niejeden? Co go podkusiło, aby znaleźć się w nieodpowiednim miejscu i w nieodpowiednim czasie wpadając na powieszonego psa..

Połączenie kryminału, sensacji oraz wątków wojenno-politycznych powinno stanowić gwarancję „mocnej jazdy bez trzymanki” od pierwszej do ostatniej strony. Tymczasem początkowo bardzo trudno było mi się wczuć w klimat tej książki. Początek może wydawać się dość nużący, choć to właśnie tam najbardziej daje o sobie znać „psi motyw”. Momentami po prostu nudziła mnie lektura tej książki. Za to, kiedy przemęczyłam pierwsze 100 stron akcja nabrała rozpędu, a mi znacznie łatwiej było się odnaleźć w wykreowanym przez autora świecie. I choć główny bohater do końca nie wzbudził we mnie jakiejś specjalnie wielkiej sympatii, to sama historia owszem. Z ciekawością czytałam kolejne rozdziały snując domysły, jakie może być wyjaśnienie dla tajemniczych morderstw.

Śledztwo prowadzone przez próbującego odciąć się od działań odpowiednich służb Nielsa jest wielowątkowe, mamy do czynienia z brudnym światem polityki nie tylko duńskiej, ale i międzynarodowej, a także z historią Danii, układami i nadużyciami. I choć czytając tę powieść miałam wrażenie, że trochę to wszystko rozproszone i chaotyczne, to wkrótce okazało się, że autorowi udało się to poskładać w całość. Wykorzystane w „Zanim zawisły psy” motywy sprawiają, że nie dziwię się, że Duńczycy są zachwyceni tą historią. Nie da się ukryć, że jest to bardzo "duńska" powieść. Dla nas może być źródłem interesujących ciekawostek na temat świata polityki i przeszłości tego kraju, co dla mnie było najmocniejszą stroną tej powieści.

Jeszcze jedna ważna kwestia: choć w całej historii nie brakuje trupów, to największe wrażenie robiły na mnie… psie ofiary. Okrucieństwo wobec zwierząt było czymś, przez co nie polecam tej książki osobom o słabych nerwach. Serce pęka.


14 maja

Wszystkie pory uczuć. Lato - Magdalena Majcher

Wszystkie pory uczuć. Lato - Magdalena Majcher


Magdalena Majcher zabrała swoje czytelniczki w niezwykłą podróż. W rytmie czterech kolejnych pór roku poruszała tematy trudne i często przemilczane w naszym społeczeństwie. Właśnie nadchodzi „Lato” wieńczące cykl „Wszystkie pory uczuć”. Czuję, że wokół tej części cyklu będzie najgłośniej, a to dlatego, że autorka ukazała nam niekoniecznie chętnie prezentowany w mediach obraz macierzyństwa. A przyznacie, że to dość chwytliwy temat.
Statystyka jest bezlitosna. Wiecie, że depresja poporodowa może dotyczyć nawet 10-20% świeżo upieczonych matek? Podążając za własnym wyimaginowanym wzorcem „idealnej matki” łatwo wpaść w pułapkę. Tu niczego nie da się przewidzieć. Można mieć plan działania, ale trzeba pozostać elastycznym. Joanna, główna bohaterka powieści „Wszystkie pory uczuć. Lato” bardzo chciała zostać matką. Kiedy więc w końcu zasmakowała prawdziwej miłości u boku Maćka, wspólnie podjęli świadomą decyzję o poczęciu potomstwa. Gdy tylko dowiedziała się o ciąży przeczytała wszystkie możliwe poradniki na temat ciąży, rodzicielstwa i wychowania dziecka. Bała się, ale cieszyła. Autorka stworzyła sympatyczną postać, z którą nietrudno się utożsamić i polubić. Joanna chciała być idealną matką, udowodnić, że wychowana w domu dziecka dziewczyna może stworzyć wspaniały dom dla nowego członka rodziny. Była przygotowana na wszystko, wszystko dokładnie zaplanowała, tylko nie to, że coś może pójść niezgodnie z jej planem...
Jesteśmy przyzwyczajone do wizerunku uśmiechniętych matek, które 5 minut po porodzie gotowe są podbijać świat. Wszystkie doświadczone w boju mówią o spływającej wielkiej fali miłości względem małego człowieka, którego wydały na świat. Mało która odważa się mówić o tych ciemnych stronach: o tym co dzieje się z Twoim ciałem, umysłem i duszą. To wszystko sprawia, że mamy w naszej kulturze bardzo upiękniony obraz macierzyństwa. Niewiele jest książek, które pozwalają wejść w psychikę matki i poznać jej najskrytsze myśli. A Magda Majcher właśnie tak podeszła do tematu. W „Lecie”, choć nie brakuje naturalizmu, wszystko jest odpowiednio wyważone. Autorka bez ogródek opisuje proces porodu, pionizacji po cesarskim cięciu i tych wszystkich fizjologicznych zjawisk, o których się nie mówi. Bo spływa na ciebie fala miłości i szczęścia. A co jeśli to szczęście się nie pojawia?
Bardzo lubię lekkość, z jaką autorka pisze o trudnych sprawach. Poważny temat nie powstrzymał jej przed wpleceniem w opowiadaną historię odrobiny ciepła i niemałej dawki poczucia humoru. Dzięki temu, książkę czyta się w błyskawicznym tempie. Nie jestem specjalnie wielką fanką powieści obyczajowych i romansów, ale czasami udaje mi się trafić na coś wartościowego. Właśnie tak było tym razem. Magdalena Majcher podjęła się poruszenia ważnego tematu, a dzięki lekturze tej powieści niejedna matka poczuje się mniej osamotniona w swoich uczuciach, a i otoczenie może będzie bardziej czujne, aby dostrzec symptomy depresji u młodych mam i zapobiec tragedii. Bo do nich dochodzi. I nie jest to fikcja literacka.

05 maja

I że Cię nie opuszczę - Michelle Richmond

I że Cię nie opuszczę - Michelle Richmond

Wielka miłość, zaręczyny, ślub - a potem przysłowiowe „i żyli długo i szczęśliwie…”. Tylko, że prawda jest taka, że nawet w bajkach nie pokazują co kryje się pod tym określeniem. W najnowszej książce Michelle Richmond „I że Cię nie opuszczę” wszystko skupia się wokół instytucji małżeństwa. Do czego gotowi są małżonkowie, aby zapewnić trwałość swojemu związkowi?

Ona – utalentowana prawniczka z burzliwą, muzyczną przeszłością. On – terapeuta w poradni psychologicznej. W prezencie ślubnym otrzymują zaproszenie do elitarnego klubu dla par - Paktu. Organizacja wspiera małżeństwa w dążeniu do szczęścia i wspólnego kroczenia przez życie szczycąc się 100% skutecznością jeśli chodzi o trwałość związków małżeńskich swoich członków. Podpisując zobowiązanie wkroczenia do Paktu Alice i Jake otrzymują Podręcznik – kodeks szczegółowo regulujący obowiązki małżonków oraz… sankcje za ich niewypełnianie. Pakt wspiera Przyjaciół w dochowaniu przysięgi małżeńskiej. Niby brzmi dobrze, prawda? Jednak czy zawsze należy robić to za wszelką cenę? Będziecie zdumieni, do czego mogą się posunąć członkowie tej dziwnej organizacji...

Zawsze odbieraj telefon od małżonka.
Regularnie obdarowujcie się prezentami.
Kilka razy w roku wyjedźcie gdzieś razem.
Nikomu nie wspominajcie o Pakcie.

„I że cię nie opuszczę” to bardzo intrygujący thriller psychologiczny, ale zaskoczyło mnie jak bardzo uwypuklony był w niej wątek społeczny. I nie mam tu na myśli tylko i wyłącznie solidnej porcji statystyk i ciekawostek dotyczących małżeństw, którymi raczy nas główny bohater (i zarazem narrator opowiadający historię swojego małżeństwa). Ta książka to także nowe światło na znane z przeszłości i historii psychologii popularne eksperymenty psychologiczne. To również opowieść o skomplikowanej ludzkiej psychice i złożonych procesach społecznych. Po jej lekturze mam poczucie, że w końcu trafiłam na książkę, która oprócz wciągającej fabuły niesie za sobą jakąś wartość. I że cię nie opuszczę” to z jednej strony „elementarz dla małżeństw” opisujący przepis na trwałe i szczęśliwe związki, z drugiej strony to pozycja, która sporo uczy na temat siły autorytetu, procesów społecznych zachodzących w zamkniętej grupie Przyjaciół zrzeszonych w Pakcie. Warto wspomnieć, że to także historia silnego uczucia pomiędzy głównymi bohaterami. Czy jednak na tyle silnego, aby wytrwać w Pakcie? Dowiedzcie się sami.

To naprawdę oryginalna pozycja wśród ostatnich nowości z tego gatunku. Wiecie co? Rzekłabym, że „I że cię nie opuszczę” to idealny pomysł na prezent ślubny ;-) Ja serdecznie polecam, choć może zakończenie nie wprawia w wielkie osłupienie, nie ma fajerwerków, to uważam, że to książka warta uwagi. Z całą pewnością nie będziecie się nudzić podczas lektury.

16 kwietnia

W szoku – dr Rana Awdish

W szoku – dr Rana Awdish


Dziś o tym, jak punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. „W szoku” to historia lekarki, która została pacjentką. To autoetnograficzna opowieść o konflikcie ról, zmianie perspektywy i drodze, jaką dr Rana Awdish przeszła walcząc ze swoją chorobą. Choć książka (niestety) nie jest osadzona w naszych polskich realiach, to niesie za sobą pewne uniwersalne wartości.

Młoda lekarka będąc w siódmym miesiącu ciąży nieoczekiwanie trafia do szpitala z ciężką chorobą. Jej stan jest naprawdę zły, lekarka ociera się o śmierć. Następuje zderzenie z wielką machiną szpitalnych procedur. Na nic zdaje się tutaj fakt, że ta sama lekarka jest pracownikiem szpitala, do którego trafiła, że sama jest lekarzem i może pomóc w postawieniu właściwej diagnozy. Stając się pacjentem, przywdziewając szpitalny uniform pacjenta (znana z amerykańskich filmów i seriali standardowa szpitalna szata) zostaje pozbawiona swojej dotychczasowej roli. Jest w szoku, obserwując jak wygląda rzeczywistość lekarzy oglądana z tej drugiej strony.

Przyznam, że spodziewałam się nieco innej lektury. Po „Małych bogach” z naszego polskiego podwórka spodziewałam się afer, błędów lekarskich, skandalicznych postaw i bezsensownych procedur. Tymczasem historia dr Awdish to raczej studium nad chorobą i cierpieniem. To poruszająca opowieść o walce z chorobą przeplatana rozważaniami nad konfliktem ról społecznych. Lekarka miała wyraźne trudności z pogodzeniem ze sobą konieczności odgrywania jednocześnie roli lekarza i pacjenta. Różnice w wymaganiach, oczekiwaniach wobec tych dwóch zupełnie odrębnych ról wywołały konsternację i szok. Te z kolei stały się punktem wyjścia do trafnych i uniwersalnych (bez względu na kraj pochodzenia i kształcenia) rozważań na temat wartości wyznawanych przez lekarzy oraz reprezentowanych przez nich postaw.

Autorka niejednokrotnie dostrzega nietakt lekarzy, zauważa uchybienia i błędy, które stają się pretekstem do głębszej analizy dostrzeganych problemów. Wówczas autorka stara się nakreślić szerszy kontekst uzasadniający dostrzeżone postawy czy zachowania. Poszukuje odpowiedzi w systemie kształcenia młodych lekarzy, którzy od początku uczeni byli znieczulicy, dystansu i odporności na cierpienie pacjentów. Mimo, że lekarka ujawnia pewien poziom lekarskiej znieczulicy, to jednak mam wrażenie, że w porównaniu do naszej polskiej rzeczywistości jest to dość wyidealizowany świat. Zupełnie inne zachowania określane są mianem „skandalicznych” podczas gdy w Polsce są one na porządku dziennym.

Nie pozwalając, aby choroba i cierpienia, których doświadczyła młoda lekarka poszły na marne dr Awdish zaangażowała się w szkolenie lekarzy z zakresu komunikacji pomiędzy lekarzem a pacjentem. Książkę zwieńcza mini poradnik, który ma przygotować do skutecznej i efektywnej współpracy pomiędzy leczącym a leczonym. Znajdziecie tam kilka cennych wskazówek na temat tego jak rozmawiać o swoich dolegliwościach i jak właściwie egzekwować pomoc medyczną.

Copyright © 2016 Uwaga czytam , Blogger