21 lutego

Ocalałe - Riley Sager

Ocalałe - Riley Sager

Tam, gdzie w większości thrillerów pojawia się napis KONIEC pojawiają się one – OCALAŁE, które jako jedyne cudem uniknęły śmierci w masakrach. „Ocalałe”, bo o tej książce mowa to pełen nieoczywistych zwrotów akcji thriller. Ich przeznaczeniem było umrzeć. Jak to jest żyć jako ocalała? Dowiecie się wkrótce, bo jeśli jesteście koneserem gatunku, z pewnością sięgniecie po tę pozycję.

Quincy wiedzie z pozoru normalne życie. Utrzymuje się z prowadzenia bloga kulinarnego, zatem jej głównym zajęciem jest pieczenie i fotografowanie przyrządzonych pyszności. U swego boku ma kochającego i wyrozumiałego partnera, który pracuje jako prawnik z urzędu i ma spore aspiracje do awansu. Quincy zdaje się być zadowolona ze swojego życia. Ma pewne blizny (na ciele i duszy), które przypominają o zdarzeniu, do jakiego doszło przed dziesięcioma laty, ale wygląda na to, że jako tako uporała się z traumatyczną przeszłością. Pamiętajmy jednak, że Quincy jest jedną z Ocalałych. Ten medialny przydomek na trwałe zaistniał w świadomości społeczeństwa. Co jakiś czas, co ciekawsi dziennikarze wtrącają się w życie tych, które uszły z życiem. Pewnego dnia wszystko się komplikuje zaburzając misternie budowaną przez Quincy poukładaną rzeczywistość. Bohaterka chcąc nie chcąc musi stawić czoła przeszłości i pewnym nierozwiązanym sprawom...

Historia wciąga od pierwszego rozdziału. Nie żebym jakoś specjalnie polubiła główną bohaterkę, bo czasami może jest dziwna i irytująca. Ale to nie na moich oczach zabito wszystkich moich przyjaciół więc nie mogę mieć jej za złe, że jest jaka jest. Radzi sobie. Jakoś. Na tyle, na ile jest to możliwe po takich przeżyciach. Dzięki pierwszoosobowej narracji mamy okazję poznać całkiem dokładnie portret psychologiczny głównej bohaterki. Ułatwia to zrozumienie wielu kwestii, a także pozwala wczuć się w jej sytuację. Zasadniczo, pozostałe postacie stworzone przez autora są wyraziste i ciekawe, no może z małymi wyjątkami.

Najważniejsza jest tu jednak fabuła i gra, jaką toczy z nami autor. Za każdym razem, kiedy wydaje się, że można już śmiało snuć pewne przypuszczenia co do rozwiązania zagadki, następuje kolejny zwrot akcji, który nasze przypuszczenia roznosi w pył. To nieustanna huśtawka emocji. Czasami byłam nawet zła na autora, bo już myślałam, że go rozgryzłam, a tu znowu jakiś twist. Mimo to, mnie osobiście zakończenie szczególnie nie zaskoczyło, choć słyszałam wiele głosów, że innych wbija w fotel. Dla mnie było w porządku, ale gdzieś po drodze miałam przebłyski, że rozwiązanie może pójść w tym kierunku. Niemniej jednak w ogóle nie osłabiło to wrażenia, jakie wywarła na mnie książka. Bo warto również zauważyć, że „Ocalałe” to dobrze dopracowana historia, w której nic nie jest przypadkowe. Na każdym kroku możecie zgromadzić poszlaki kierujące do finału. Podczas lektury w głowie buduje się wiele alternatywnych scenariuszy. Aż chce się jak najszybciej dotrzeć do końca, aby sprawdzić, czy któryś z nich się urzeczywistnił.

Polskie wydanie zawiera na okładce rekomendację Stephena Kinga, według którego „Ocalałe” to „fenomenalny thriller. Najlepszy, jaki przeczytasz w tym roku.” Co prawda, mamy dopiero początek roku i byłabym daleka od okrzyknięcia tej książki najlepszą w całym roku, ale póki co to rzeczywiście najlepszy thriller tego roku. Gdy już zdecydujecie się sprawdzić, jak to jest być OCALAŁĄ, jestem przekonana, że lektura pochłonie Was i wypluje na koniec. 

13 lutego

Anatomia skandalu - Sarah Vaughan

Anatomia skandalu - Sarah Vaughan

Do „Anatomii skandalu” podeszłam ze sporym dystansem. Okładka może niespecjalnie wyróżnia się z tłumu, ale do lektury zachęcił mnie opis wydawniczy głoszący, że to idealna książka dla fanów „House of cards”. No jakże mogłabym nie sięgnąć? I dobrze zrobiłam, bo to naprawdę bardzo dobry dramat sądowy osadzony w świecie brytyjskich elit.

Anatomia skandalu” to trzymająca w dużym napięciu powieść koncentrująca się wokół oskarżenia o gwałt. Przystojny, szanowany i polityk na wysokim stanowisku zostaje oskarżony o przestępstwo seksualne przez swoją byłą kochankę. Prawniczka, która podejmuje się prowadzenia oskarżenia jest przekonana o winie James. Jego żona wierzy (chce wierzyć), że jej kochający mąż, ojciec ich dzieci jest niewinny. Wraz z kolejnymi rozdziałami stopniowo poznajemy szczegóły, które wpływają na sposób postrzegania głównych bohaterów.

Poza wciągającą fabułą „Anatomia skandalu” zafascynowała mnie tajemnicami brytyjskiego systemu prawnego. Ta uderzająca dostojność, kostiumy, peruki i niuanse, które mają ogromne znaczenie składały się na bardzo interesujący klimat – taki typowo brytyjski, ale jeszcze bardziej podniosły. Przyznaję, że lektura tej książki to dla mnie podróż w nieznane, do świata brytyjskich wyższych sfer, gdzie najważniejsze jest zachowywanie odpowiednich pozorów, kalkulowanie tego co się w danym momencie najbardziej opłaca. Choć polityczne gierki nie odgrywały tu pierwszoplanowej roli, a porównywanie ich z tym co znamy z „House of cards” nie ma większego sensu, to i tak były one dobrym uzupełnieniem dla opowiadanej historii.

Autorka bardzo taktownie poruszyła w tej książce kwestię przemocy seksualnej wobec kobiet oraz konsekwencji, jakie niosą takie czyny. To niezwykle trudne, bo i temat jest bardzo delikatny. Wydaje mi się, że kreując bohaterów udało się uchwycić to co najważniejsze w takim przypadku. Emocje towarzyszące bohaterom nie sprawiały wrażenia przerysowanych. Przynajmniej ja uwierzyłam w ich toki myślenia. Naprawdę doceniam osobowości, które na potrzeby tej historii stworzyła poszczególnym postaciom autorka. Zarówno Kate, jak i Sophie (żona oskarżonego polityka) to bardzo interesujące postacie ze swoimi przeżyciami i doświadczeniem życiowym. Może jedynie postać Jamesa zasłużyła na nieco więcej uwagi autorki.

Na początku lektury irytowało mnie, że autorka nie dość że postanowiła poprowadzić akcję dwutorowo – co jakiś czas cofaliśmy się w czasie, aby poznać pewne zdarzenia z przeszłości, to jeszcze w opisie bieżących wydarzeń uwzględniano perspektywę różnych osób. Przy tym wszystkim tylko główna bohaterka mówiła w pierwszej osobie. Jak dla mnie było tego trochę za dużo i zabrakło spójności między tymi narracjami. Jednocześnie jednak zauważyłam, że poznawanie różnych perspektyw pozwalało na rozłożenie na czynniki pierwsze tego co się wydarzyło, zrozumienie co jest prawdą, a co nie.

„Anatomia skandalu” to według mnie bardzo dobra książka. Choć dotychczas na książkowe sale sądowe wkraczałam tylko wraz z Chyłką i Zordonem, to z chęcią częściej sięgnę po literaturę tego typu. Być może czas na amerykański system prawny? Może polecicie mi jakąś pozycję?

09 lutego

Kredziarz - C.J. Tudor

Kredziarz - C.J. Tudor

Kredziarz” to jedna z tych książek, wokół których robi się dużo szumu jeszcze na długo przed premierą. To pozycja, która intryguje oryginalnym motywem, niebanalnym wydaniem i obietnicą zbadania nie rozwikłanej tajemnicy z przeszłości. A gdy w to wszystko zamieszane są dzieci z niewielkiej społeczności, moje nadzieje na wspaniałą czytelniczą ucztę są ogromne. Przede wszystkim „Kredziarz” to bardzo intrygujący debiut, po który śmiało możecie sięgnąć w ramach #UwagaWyzwanie2018.
Wszystko zaczyna się trzydzieści lat temu. Eddie wraz z przyjaciółmi spędzają beztrosko wakacje. Jak na dzieci przystało, tu i ówdzie szukają okazji, aby trochę narozrabiać, przeżyć coś ciekawego. Nieco znudzeni latem w sennym miasteczku, wpadają na pomysł wprowadzenia do codziennej komunikacji kodów. I tak oto zaczynają rysować kredą symbole, których znaczenie znają tylko przyjaciele. Pewnego dnia ta niewinna zabawa zmienia się w coś, co będzie wzbudzało w nich dreszcz grozy przez wiele kolejnych lat. A wszystko za sprawą odnalezionych zwłok, do których prowadzą kredowe znaki.
O wydarzeniach, jakie miały miejsce trzydzieści lat temu w prowincjonalnym miasteczku opowiada nam Eddie. Akcja w książce toczy się dwutorowo, zatem dziecięce wspomnienia przeplatają rozdziały z czasów obecnych, gdy Ed jest już dorosły a wydarzenia z przeszłości wracają domagając się rozwikłania skrywanych tajemnic. Mimo pierwszoosobowej narracji prowadzonej przez tę samą postać, mamy niejako do czynienia z dwiema różnymi osobami. Autorka bardzo dobrze oddała punkt widzenia zarówno dziecka, jak i dorosłego Eda. Te powroty do lat dziecięcych były wzbogacane o trafne komentarze wskazujące, że rzeczywistość była postrzegana w typowy dla dziecka sposób.
Kredziarz” to nie tylko niezły thriller, w którym najważniejsze jest odkrycie „winnego”. Autorka pod pretekstem wciągającej fabuły snuje również bardzo ciekawe refleksje na temat przyjaźni, dojrzewania, samotności, poczucia winy i strachu. Doskonale nakreśla obraz przyjacielskich relacji z dzieciństwa oraz tego, co zostaje z takich dziecięcych przyjaźni. W „Kredziarzu” spotkacie również barwne postacie, które mają spory bagaż bardzo różnych doświadczeń, silnie oddziałujących na to kim są obecnie. Doceniam zatem portrety psychologiczne bohaterów występujących w „Kredziarzu”. To dobre uzupełnienie niezłej historii.
Historię opowiadaną przez Eda czyta się błyskawicznie. „Kredziarz” jest pełen tajemnic. Każda z ważniejszych postaci skrywa jakiś sekret. Z niecierpliwością czekałam na poznawanie kolejnych zdarzeń tak, aby poukładać sobie w głowie, co tak naprawdę zdarzyło się w roku 1986. To co odkrywamy w kolejnych rozdziałach sprawia, że chcemy więcej i więcej. Wciągnięta w niesamowitą historię oczekiwałam zatem naprawdę mocnego zakończenia. To, które zafundowała nam autorka, owszem było zaskakujące, ale nie do końca mnie przekonało. Mam wrażenie, że jest trochę przekombinowane i pozostawiające zbyt wiele znaków zapytania. Niemniej jednak „Kredziarza” zapamiętam jako nietuzinkową historię, po którą warto sięgnąć.





03 lutego

Nieodnaleziona – Remigiusz Mróz

Nieodnaleziona – Remigiusz Mróz



Od kilku dni na sklepowych półkach dostępna jest najnowsza powieść Remigiusza Mroza. Na „Nieodnalezioną” czekałam z wyjątkowym utęsknieniem od czerwca ubiegłego roku, kiedy to nasz rodzimy rekordzista w wydawaniu książek na Festiwalu książki w Opolu ogłosił, że niedługo pojawi się nowa książka, której akcja osadzona jest w moim (i Remigiusza) mieście. Na żadną z premier nie czekałam tak jak na tę kolejną (po „Behawioryście”) opolską powieść. No to przeczytałam. I trochę się obraziłam.


Wszystko zaczęło się dziesięć lat temu pod jednym z opolskich pubów nad opolską Młynówką (tak, właśnie to miejsce uwieczniłam na zdjęciu). Miały być oświadczyny i happy end, a był to najgorszy dzień w życiu Damiana. Chwilę po romantycznych zaręczynach para zostaje napadnięta. Gdy Damian Werner traci przytomność, Ewa znika bez śladu. Po dziesięciu latach Damian nagle trafia na ślad swojej narzeczonej. Wiedziony kolejnymi wskazówkami ma dotrzeć do prawdy. Ale czy mu się to uda? Co kryje się na końcu drogi, jaką dla niego przygotowano? Tego nie wie nikt.

Jak na książki Mroza przystało, akcja w „Nieodnalezionej” toczy się bardzo dynamicznie, jak zwykle trudno się również oderwać od lektury. Tym razem autor zdecydował się na dwie pierwszoosobowe narracje. Pierwszą z nich prowadzi Damian, którego historia rozpoczyna się w Opolu. Drugi głos został oddany Kassandrze, właścicielce biura detektywistycznego z Rewala. Jak się możecie domyślić, takie rozwiązanie sprawia, że Opola tutaj mamy zdecydowanie mniej niż w „Behawioryście”. Jeśli spodziewacie się kolejnych spacerów i pościgów na terenie tego miasta, to nie uświadczycie ich w „Nieodnalezionej”. Spodziewajcie się za to wielu innych ciekawych lokalizacji. Różnorodność miejsc akcji jest jednak mocnym atutem tej historii, ponieważ nadaje jeszcze większej dynamiki. Czytając ma się poczucie bycia w ciągłym ruchu. Wczucie się w lekturę może spowodować prawdziwe zmęczenie fizyczne ;-)

Już dawno żadna książka nie wywoływała we mnie takiej huśtawki nastrojów. Początek był naprawdę dobry, potem zaczęłam przeczuwać co wydarzy się dalej i trochę rozczarowałam się tym, że rzeczywiście jest tak, jak myślałam. Za chwilę pojawiła się kolejna fala wielkich emocji (i nadziei), kiedy autor postawił na mocne (i jednak zaskakujące) zakończenie. I wszystko byłoby w porządku. Przyjęłabym do wiadomości zaproponowany finał, gdyby nie to… że nagle wszystko się posypało, pozostało wiele niewyjaśnionych wątków, a to co zostało wyjaśnione miało w sobie wiele niespójności. No tak się nie robi!! Pokładałam w tej książce wielkie nadzieje, lektura była naprawdę emocjonująca, bohaterowie ciekawi, wszystko zapowiadało, że to będzie dobra książka, aż tu nagle finał, który pozostawia zbyt wiele pytań bez odpowiedzi, a także zbyt wiele sprzeczności. Mam wrażenie, że zakończenie zostało na szybko zmienione, ale autor zapomniał o połączeniu tego z wcześniejszymi wątkami.

Bardzo ważnym wątkiem poruszanym w lekturze jest przemoc wobec kobiet. Cieszę się, że Remigiusz Mróz korzystając ze swojej popularności stał się ambasadorem tak ważnej kampanii. A pisząc TAKĄ książkę przyczynia się do nagłośnienia tego problemu. Książkę kończy bardzo mądre posłowie, które trochę złagodziło mój żal, jaki odczuwałam po poznaniu zakończenia historii.



30 stycznia

Grzesznica - Petra Hammesfahr

Grzesznica - Petra Hammesfahr


Kiedy powstaje serial lub film na podstawie książki zwykle zaczyna się robić głośno także o źródle pomysłu na ekranizację. W przypadku nowego serialu dostępnego w CANAL+ nie było inaczej. Mowa o „Grzesznicy”, niemieckim thrillerze psychologicznym autorstwa Petry Hammesfahr. Książka, która po raz pierwszy została wydana wiele lat temu, przy okazji serialu doczekała się odświeżonego wydania.

Cora wiedzie w miarę normalne życie. Ma męża, małe dziecko i dom. W pewne gorące popołudnie wybiera się z rodziną na plażę, gdzie zupełnie nieoczekiwanie morduje nożykiem do jabłka przypadkowego mężczyznę z opalającej się na sąsiednim kocu grupy znajomych. Cora nie zadaje przypadkowych ciosów, z zimną krwią wymierza kolejne ciosy z precyzją zawodowego mordercy. Jak do tego doszło? Co pchnęło ją do tego czynu? Te tajemnice leżące głęboko ukryte w umyśle Cory odkrywamy w kolejnych rozdziałach.

Cała książka koncentruje się na odkryciu drogi jaką przeszła Cora od jej dzieciństwa do zbrodni. Cora kłamie, Cora wypiera wiele faktów, jej umysł jest niezwykle skomplikowanym labiryntem. Tu i ówdzie trafiamy na nowe fakty wciąż w koło wałkując ten sam temat. Na fabułę książki składa się wiele retrospekcji, niejednokrotnie wracamy do tych samych wydarzeń z przeszłości Cory odkrywając kolejne tajemnice. Choć było to naprawdę intrygujące, w pewnym momencie stało się dość męczące. Brak wyraźnej linii czasu w fabule i skakanie pomiędzy różnymi wydarzeniami z przeszłości Cory świetnie obrazowało stan jej umysłu, ale w pewnym momencie poczułam zmęczenie tymi nieustannymi podróżami w czasie. Czytając „Grzesznicę” nie raz czułam znużenie, które po chwili zamieniało się w dziką ciekawość i kolejnych kilkadziesiąt stron czytałam z zapartym tchem ciekawa co będzie dalej.

To, za co niewątpliwie można pochwalić autorkę to bardzo złożony portret psychologiczny głównej bohaterki. Potrzeba naprawdę nie lada wysiłku i warsztatu pisarskiego, aby stworzyć bohaterkę o tak kruchym umyśle, z tak wieloma tajemnicami i traumami z przeszłości. Czasami aż nieprawdopodobne wydawało się połączenie tych wszystkich zdarzeń i przypisanie ich jednej osobie. Traumy Cory powiązane są z brakiem akceptacji, skrajnym katolicyzmem (a raczej szaleństwem religijnym), molestowaniem, zagubieniem, czy poczuciem winy. Te wszystkie wątki składają się na trudną lekturę, która pozwala nam na próbę zrozumienia na pierwszy rzut oka absurdalnych zachowań osób z otoczenia. I choć rozwiązanie zagadki gdzieś w połowie lektury stało się łatwe do przewidzenia, to nie o wywołanie zaskoczenia tutaj raczej chodziło, dlatego jestem w stanie wybaczyć zastosowane zabiegi w tym zakresie.

Jeszcze jedno, podczas lektury wciąż dziwił mnie fakt, że ktoś postanowił zrobić serial na podstawie tej powieści. Jestem dość ciekawa jak twórcy podeszli do tego tematu, ponieważ nie bardzo potrafiłam sobie wyobrazić jak kluczowe dla fabuły niuansiki zostaną przedstawione w serialu. Koniecznie muszę wkrótce obejrzeć ten serial.

10 stycznia

Kobieta w oknie – A. J. Finn

Kobieta w oknie – A. J. Finn



Stephen King powiedział o tej książce „nieodkładalna”. Nie sposób się nie zgodzić z mistrzem. Biorąc do ręki „Kobietę w oknie” musimy liczyć się z tym, że potrzeba zrozumienia o co w tym wszystkim chodzi, co jest prawdą, a co tylko wyobrażeniem bohaterki sprawi, że nie oderwiecie się od lektury aż do ostatniej strony. A to jest dla mnie najważniejszy wyznacznik dobrego thrillera.

Anna Fox cierpi na agorafobię - sama dla siebie jest więźniem we własnym domu. Odczuwa paniczny lęk przed wyjściem z niego, co właściwie zupełnie wyklucza ją z życia społecznego. Anna z zawodu jest terapeutką dziecięcą, ale sobie nie za bardzo potrafi pomóc. Bierze leki, popija je alkoholem i snuje się po swoim ogromnym, pustym domu. Aby urozmaicić sobie swój odizolowany od normalnych interakcji żywot, podgląda sąsiadów. Jak już szaleć, to na całego, zatem Anna robi to z profesjonalną precyzją. Wie o swoich obiektach obserwacji dużo, coś zauważy, coś sobie dopowie, nie bez znaczenia jest też dobry teleobiektyw w aparacie fotograficznym, który pozwala na ujrzenie np. tytułu książki czytanej przez sąsiadki. Pewnego dnia zauważa u sąsiadów coś, czego nie powinna zobaczyć... I w tym momencie zaczyna się taka karuzela, że naprawdę trudno przerwać lekturę. 

Choć z początku historia może trochę nużyć, to szybko okazuje się, że to tylko niewinny wstęp do naprawdę zawiłej fabuły. Autor igra z nami podrzucając nam ciągle nowe fakty, które poddają w wątpliwość to, czy wcześniejsze wydarzenia naprawdę miały miejsce. Do samego końca nie udało mi się zgadnąć jaki będzie finał tej historii. Mocnym autem książki jest to, że nie tylko zakończenie jest zaskakujące, ale również nie brakuje mocnych zwrotów akcji, a główna bohaterka sieje w naszych głowach niemały mętlik. 

Co do samej kreacji głównej bohaterki – jej profil psychologiczny jest fascynujący, ale także wielowarstwowy. Jej mroczna osobowość, przytłumiony przez leki łączone z alkoholem umysł oraz wszystkie jej problemy składają się na intrygującą postać. Trudno jest się z nią utożsamić, ale ja znalazłam w sobie sporo zrozumienia dla jej postawy, choć nie przyszło mi to łatwo. Jeśli do tego dołożyć mroczny i tajemniczy klimat rodem z dobrych horrorów, interesujące postacie drugoplanowe i nieustanne napięcie, to składa się to na naprawdę dobry thriller. Taki, który świetnie realizuje zadania stawiane temu gatunkowi. 

„Kobieta w oknie” w księgarniach pojawi się 2 lutego. Jako ciekawostkę mogę Wam zdradzić, że prawa do ekranizacji sprzedano jeszcze przed światową premierą książki! Zobaczycie, o „kobiecie w oknie” jeszcze długo będzie naprawdę głośno! Coś mi się wydaje, że ta książka będzie jedną z najlepiej sprzedających się pozycji w tym roku. I nie chodzi tu wyłącznie o intensywne działania marketingowe. Jeśli lubicie pokręcone historie i wciągające thrillery to koniecznie musicie przeczytać tę książkę.

06 stycznia

Mali bogowie. O znieczulicy polskich lekarzy – Paweł Reszka

Mali bogowie. O znieczulicy polskich lekarzy – Paweł Reszka

Mam niemały problem w sformułowaniu oceny reportażu „Mali bogowie. O znieczulicy polskich lekarzy”. Dziennikarz Paweł Reszka w ramach eksperymentu postanowił zatrudnić się jako sanitariusz w szpitalu. Chciał wniknąć w lekarskie środowisko i przedstawić perspektywę polskich lekarzy. Udało mu się nakłonić do rozmowy wielu lekarzy reprezentujących różne środowiska. Książka, o której dzisiaj czytacie, to efekt niewątpliwie wielkiego wysiłku włożonego w zebranie materiału, którego potencjału nie wykorzystano. 

Autor w swojej książce oddaje głos lekarzom. Z ich wypowiedzi wyłania się obraz chciwych, bezdusznych i przemęczonych wyrobników, dla których dobro pacjenta niekoniecznie jest najwyższą wartością. Poczucie misji i chęć niesienia pomocy drugiemu człowiekowi, po podjęciu pracy lekarza i zderzeniu z lekarską rzeczywistością szybko stają się dla nich obce. „Mali bogowie” to bardzo jednostronny osąd tej społeczności. Anonimowi lekarze ujawniają wiele patologii w swoim środowisku, ale jednocześnie nie dostrzegają swoich wad. Bardzo zdenerwowała mnie ta książka. Tak, „zdenerwowała” to dobre słowo, bo ten ważny głos w społecznej dyskusji nad pozycją społeczną lekarzy został przyćmiony przez ich wewnętrzne utarczki i ich nieczyste radzenie sobie z niewydolnym systemem, a przede wszystkim nieustanna, wręcz uzależniająca, pogoń za pieniędzmi.

Paweł Reszka zestawiając szereg wypowiedzi lekarzy z różnych regionów Polski reprezentujących różny staż zawodowy oraz różne specjalizacje namalował zbiorowy portret polskiej „służby zdrowia”. Używając trafnych narzędzi, dobrych elementów stworzył bardzo chaotyczne działo. Głównymi składowymi książki są przytaczane wprost wypowiedzi poszczególnych przedstawicieli lekarskiego świata. Tu i ówdzie wypowiedzi oraz fragmenty wywiadów przeplatane są cytatami z komunikatów, raportów, publikacji. Całość przeplata „pamiętnik sanitariusza” czyli zapiski autora z jego eksperymentu. Te fragmenty są dobre, niektóre kontrowersyjne, niektóre szokujące, zmuszające do refleksji lub wnoszące nową wiedzę. Ale tu pojawia się problem. Bardzo dobre treści nie składają się na dobrą książkę. Dlaczego? Ano dlatego, że właśnie na wymienionych powyżej elementach autor poprzestał. Zdecydowanie brakuje jakiejś klamry spinającej, komentarza, analizy zjawisk prezentowanych w przytaczanych wypowiedziach.

Autor dryfuje między poszczególnymi postaciami, które zgodziły się z nim anonimowo porozmawiać. Rozumiem, że zamierzeniem było po prostu oddanie głosu lekarzom, pozwolenie im na przedstawienie swojego stanowiska, ale czytając tę książkę miałam wrażenie, że czytam wylewanie żali lekarzy na forum internetowym lub w komentarzach do artykułu na portalu informacyjnym. Książka, podejmująca ważną tematykę wiele traci poprzez formę, na jaką zdecydował się autor.

Co ciekawe, nie żałuję, że przeczytałam tę książkę i mimo wszystko mogę ją Wam polecić, choćby po to, aby poznać perspektywę lekarzy i chociaż spróbować zrozumieć co siedzi w ich głowach, jaki system wartości wyznaje ta grupa społeczna i jakie to niesie ze sobą konsekwencje dla nas, zwykłych ludzi, którzy jesteśmy skazani na taką pomoc w przypadku choroby.


Copyright © 2016 Uwaga czytam , Blogger