30 grudnia

Psiego najlepszego - W. Bruce Cameron

Psiego najlepszego - W. Bruce Cameron

Zauroczona świąteczną atmosferą sięgnęłam po książka, która znacznie odbiega od moich preferencji czytelniczych. Bardzo rzadko sięgam po typowe powieści obyczajowe, romanse. Tym razem jednak dałam się oczarować tej niesamowitej historii w książę „Psiego najlepszego”, po którą sięgnęłam ze względu na psi motyw. To ciekawa propozycja na świąteczną lekturę.

Psiego najlepszego” to taki typowy romans, ale.. z niesamowitą psią historią stanowiącą podstawę fabuły. Josh, który nigdy wcześniej nie miał psa nieoczekiwanie musi się zająć ciężarną suką, a wkrótce dodatkowo całą gromadką szczeniaczków. Nie radząc sobie z nową sytuacją zgłasza się o pomoc do lokalnego schroniska, gdzie poznaje czarującą Kerri. Pieski zbliżają tych dwoje do siebie. Tymczasem schronisko jak co roku organizuje akcję „pieski na święta”, w ramach której dzień przed wigilią dokonywanych jest wiele psich adopcji. Czy podopieczni Josha również znajdą kochające rodziny? A przede wszystkim jak opieka nad tą niesforną psią rodzinką zmieni życie głównego bohatera? Tego dowiecie się z lektury :-)

„Psiego najlepszego”, choć może fabularnie nie powala, to ma w sobie wiele uroku. W książce pięknie została ukazana psia miłość i oddanie jakim psy darzą swoich właścicieli. Czytając ją odkryjecie, jak wiele możemy nauczyć się my od naszych psich przyjaciół. Josh otrzymuje niezwykłą lekcję, która wpłynie na całego jego życie. To również piękna historia o tym, jak wiele dobra i serdeczności potrafią obudzić psiaki w ludziach. Postawa głównego bohatera wobec zwierząt jest naprawdę rozczulająca. Josh uczy się jak obchodzić się z psem w ogóle, a tu nagle musi się zająć jeszcze pięcioma szczeniakami. Jego nieporadność i niektóre pomysły (np. śpiewanie maluchom kołysanek) są bardzo urocze. Prawie w każdej recenzji tej książki przeczytacie, że jest urocza, ale wiecie co? To po prostu najbardziej trafne określenie dla tej książki.

Często bywa tak, że polskie wersje tytułów znacząco odbiegają od oryginału. W przypadku „Psiego najlepszego” zdecydowanie bardziej przemawia do mnie tytuł oryginalny - „The Dogs of Christmas”, który lepiej podkreśla świąteczny klimat tej historii. To dobra propozycja na ten świąteczny czas, kiedy jeszcze czuć klimat świąt. Usiądźcie zatem koło choinki, weźcie swojego pupila na kolana i zanurzcie się w lekturze!


17 grudnia

Mroczne zakamarki - Kara Thomas

Mroczne zakamarki - Kara Thomas

Mroczne zakamarki” to debiutancka powieść mojej rówieśniczki, Kary Thomas. To intrygujący thriller psychologiczny z niebanalnym pomysłem, ale nie do końca wykorzystanym potencjałem.

Tessa Lowell wraca po latach do Fayette, prowincjonalnego miasteczka w Pensylwanii, z którego wyjechała jeszcze jako mała dziewczynka. Na miejscu zmierza się z demonami przeszłości. Wraca do wspomnień, które zawładnęły nią gdy była dzieckiem i od których nigdy nie udało jej się uciec. Callie, jej przyjaciółka, została w Fayette. Łączy je nie tylko przygaszona przez 9 lat milczenia przyjaźń, ale także wydarzenia z pewnej letniej nocy, o której bardzo chciałyby zapomnieć. Dziewczyny postanawiają rozgryźć tajemnice sprzed lat mając poczucie, że skazany dzięki ich zeznaniom Wyatt Stokes, który w celi śmierci czeka na proces apelacyjny niekoniecznie jest właściwą osobą we właściwym miejscu.

Choć pomysł na fabułę uważam za całkiem dobry, a rozwiązanie sprawy interesujące, to samo poprowadzenie czytelnika przez tę historię mogłoby być nieco bardziej emocjonujące i wiarygodne. Ponieważ za rozwiązanie sprawy zabierają się dwie nastolatki mam wrażenie, że jest to bardziej powieść dla młodzieży, choć poruszane tematy i klimat w tej historii zupełnie na to nie wskazują. Działania podejmowane przez przyjaciółki były dość naciągane i nieco schematyczne. Poza tym ich postępowanie nie zawsze pasowało do ich profilu osobowości stworzonego przez autorkę. Autorka starała się stworzyć wielowarstwową postać głównej bohaterki, ukazać jej lęki oraz wydarzenia, które ją ukształtowały. Niby robi to całkiem nieźle, ale wplatając to w opowiadaną historię sprawia, że akcja siada, a napięcie opada. Pozostaje jeszcze kwestia zakończenia i wyjaśnienia wszystkich tajemnic odkrywanych w książce. Mam wrażenie, że ostatnie rozdziały zawierające wytłumaczenie wszystkich wątków to streszczenie, sprawozdanie, w którym autorka wyjaśnia co, kto, jak i dlaczego. Mimo że samo rozwiązanie jest nietuzinkowe, to przedstawione jest według mnie dość słabo.

Trzeba przyznać, że autorka stworzyła interesującą postać głównej bohaterki – Tessy, złamana przez swoją przeszłość młoda kobieta, jak sama o sobie mówi jest „strasznie niewydarzona”. Ma problem w nawiązywaniu normalnych relacji, jest zamknięta w sobie i ma niskie poczucie własnej wartości. To wszystko przekłada się na sposób, w jaki postępuje i wybory, jakich dokonuje. I choć miałam poczucie, że autorka nie zawsze była konsekwentna w tym profilu psychologicznym Tessy, to spojrzenie na świat oczami takiej osoby, było dość interesującym doznaniem. Mroczne zakamarki” mają również dość mroczny klimat. Prowincjonalne miasteczko, w którym na każdym kroku skrywają się jakieś tajemnice, a każdy ma jakiś swój mroczny sekret, to znakomite tło dla tej powieści. Mimo, że akcja dzieje się współcześnie, w Fayette czas jakby się zatrzymał.


Mam trochę mieszane odczucia co do „Mrocznych zakamarków”. Mimo tego, że średnio jest poprowadzona akcja, to i tak uważam, że jest to całkiem niezła książka. Porusza ważne tematy dotyczące wychowania, ukształtowania osobowości przez otoczenie, a także konsekwencji decyzji podejmowanych w przeszłości.  

10 grudnia

Recenzja: Jak zawsze - Zygmunt Miłoszewski

Recenzja: Jak zawsze - Zygmunt Miłoszewski

Ile razy zastanawialiście się nad tym, co by było, gdyby tak cofnąć czas? Jak potoczyłyby się Wasze losy? Ba! Jak potoczyłaby się historia, gdyby coś kiedyś zadziało się inaczej? A gdybyś u kresu życia, mając te osiemdziesiąt parę lat, mógł cofnąć się pięćdziesiąt lat wstecz, do swoich najlepszych lat młodości i dostać szansę, aby przeżyć swoje życie raz jeszcze? Czy wszystko potoczyłoby się JAK ZAWSZE?
Jak zawsze” Zygmunta Miłoszewskiego to moje pierwsze spotkanie z tym autorem. Co prawda od dawna mam chrapkę na poznanie jego najsłynniejszej serii z Teodorem Szackim, ale jeszcze jakoś się to nie zdarzyło. Może to i dobrze, bo podobno to zupełnie inny rodzaj literatury, a zatem udaje mi się uniknąć porównań. Próba zgłębienia tajników nowego dla niego gatunku okazała się niezwykle owocna. A dzieło, które stworzył to świetna tragikomedia ironiczno-romantyczna.
Główni bohaterowie przeżywają właśnie 50 rocznicę swojego pierwszego stosunku. W tajemniczych okolicznościach oboje dostają jeszcze jedną szansę – cofają się do roku 1963, do alternatywnej wersji Warszawy. Jeszcze raz stają przed życiowymi wyborami, przed jeszcze jedną szansą przeżycia swojego. To wszystko ma miejsce w niby tej samej, ale zupełnie innej polskiej rzeczywistości. Jestem zafascynowana pomysłem na tę powieść. Co byłoby gdybyśmy po wojnie nie znaleźli się w bloku wschodnim? Jak ukształtowałyby się losy milionów Polaków, gdyby nie czasy PRL, puste półki i walka o każdy towar? Gdyby dano nam wolność wyboru i dobrobyt, idealne warunki do intensywnego rozwoju i sojuszu z Zachodem? Jak jako Polacy wykorzystalibyśmy daną nam szansę? Między innymi do takich refleksji skłania lektura „Jak zawsze”.
Jak zawsze” to również intrygująca podróż po Warszawie, jakiej nie znamy. Jest rok 1963, ale stolica znacząco różni się od tego, jak zapamiętali ją główni bohaterowie. Chodzą tymi samymi ulicami, ale widzą zupełnie inne miasto, choć niektóre dzielnice i ulice funkcjonują w swojej „tradycyjnej” formie. W alternatywnej Warszawie roku 1963 na inne elementy kładziony jest nacisk, powstają inne obiekty i pomniki. Brakuje wizytówki Warszawy – Pałacu Kultury i Nauki. Nawet gdyby fabuła była słaba, to warto byłoby przeczytać tę książkę dla samym opisów tego miasta.
Na uwagę zasługuje też genialne poczucie humoru i sposób poprowadzenia narracji. W pierwszej osobie historię opowiada Grażyna – (prawie) 80-latka w ciele niespełna 30-letniej kobiety próbująca odnaleźć się świecie, w którym role przypisane kobiecie znacząco różniły się od obecnych obyczajów. Grażka ma naprawdę fajne poczucie humoru, do tego jej przemyślenia bardzo trafnie oddają obraz nas samych – współczesnych ludzi, a przede wszystkim naszą polską mentalność. Zdradzę jeszcze, że bohaterka bez ogródek opowiada o swojej seksualności, co czasami bawi, a czasami również jest pretekstem do refleksji o nas samych. Rozdziały opowiadane przez Grażynę przeplatane są przez tradycyjną, 3-cio osobową narrację ukazującą perspektywę Ludwika – mężczyzny, z którym spędziła ostatnie 50 lat. I w tym przypadku historia pełna jest trafnych i ironicznych opisów odnoszących się do dawnych i aktualnych czasów.
Najważniejsze jest to, że „Jak zawsze” to bardzo trafny obraz nas – Polaków. Kim jesteśmy jako naród, jakie wartości wyznajemy i co jest naszą największą wadą narodową? W sposób lekki i przystępny Pan Miłoszewski prezentuje to ze świetnym, ironicznym poczuciem humoru. „Jak zawsze” to nie tylko doskonała rozrywka, ale także punkt zaczepienia dla dalszych rozważań. Lubię, kiedy literatura, powiedzmy „rozrywkowa”, niesie za sobą jakieś większe przesłanie.

Ja jestem zachwycona tą powieścią. „Jak zawsze” ujmuje oryginalnym pomysłem na podróż w czasoprzestrzeni do alternatywnej przeszłości narodu polskiego. Autor bawi się przy tym formą oferując nam świetną rozrywkę połączoną z lekcją o nas samych. Książka choć zabawna i dowcipna skłania do wielu refleksji nad współczesnym człowiekiem oraz nad naszymi cechami narodowymi. 
Copyright © 2016 Uwaga czytam , Blogger