15 września

W żywe oczy – JP Delaney



Pamiętacie jedną z głośniejszych premier ubiegłego roku w dziedzinie thrillerów psychologicznych? „Lokatorka” zrobiła naprawdę dużą furorę. Od niedawna w księgarniach dostępna jest nowa powieść autora ukrywającego się pod pseudonimem JP Delaney. „W żywe oczy” to kolejny emocjonujący thriller, który choć trochę mało realistyczny, wciągnął mnie i zapewnił doskonałą rozrywkę na kilka wieczorów.

Claire to niezwykle uzdolniona aktorka. Studiuje aktorstwo na jednej z lepszych amerykańskich uczelni. Do Stanów przyjechała z Wielkiej Brytanii chcąc zerwać z niewygodną przeszłością. Nie ma jednak zielonej karty, a co za tym idzie trudno jej zdobyć środki niezbędne do utrzymania się w Nowym Jorku. Kiedy ze względów formalnych trudno jej znaleźć prawdziwą rolę w filmie, sztuce, albo chociaż teledysku, decyduje się na współpracę z firmą prawniczą specjalizującą się w sprawach rozwodowych. Wykorzystując swoją urodę i grę aktorską demaskuje niewiernych mężów.

Zasady są proste: nawiąż rozmowę, nie bądź za szybko bezpośrednia. To on musi złożyć jednoznaczną propozycję. Wszystko komplikuje się, gdy ma zdemaskować tajemniczego profesora Patricka Foglera. Podczas pierwszego spotkania ten nie ulega pięknej nieznajomej. Claire pierwszy raz w swojej „karierze” dostaje kosza. Aby odkryć sekrety profesora będzie musiała odegrać swoją rolę życia… czy aby na pewno istnieją sekrety warte takiej ceny? Decydując się na wykonanie tego zadania, aktorka godzi się na wiele poświęceń. Zgadza się na to, aby grać swoją rolę 24 godziny na dobę, myśleć i zachowywać się jak odgrywana postać bezustannie, aż cel zostanie osiągnięty. Czy nie jest to jednak zbyt duże igranie z ogniem?

Co do zasady bardzo lubię pierwszoosobowe narracje w powieściach. Pozwalają nam poznać tok myślenia bohaterów i zrozumieć ich tok postępowania. Claire czasami wydaje się, że jej życie to film, dlatego jej narrację przecinają fragmenty scenariuszy, w których dopowiada sobie co musieli powiedzieć inni, gdy jej nie było w pobliżu. W przypadku „W żywe oczy” poczułam się jednak trochę oszukana, bo nasza bohaterka igra z nami. Niby to ona prowadzi narrację, niby wiemy o niej wszystko, a jednak kolejne zwroty akcji wprawiają nas w coraz większą konsternację. Co jest prawdą, a co grą? Co dzieje się naprawdę, a co nasza bohaterka sobie tylko wyobraża?

Liczba zwrotów akcji jakie funduje nam autor (i stworzona przez niego bohaterka) sprawia, że ilekroć wydaje się, że udało się rozgryźć tę historię, wszystko obraca się o 180 stopni i na nowo trzeba rozpracowywać bohaterów. I to właśnie cenię w tym gatunku. To pierwsza moja lektura, w której motyw aktorstwa odgrywa tak wielką rolę. W fabułę wplecione są różne podejścia do wykonywania tego zawodu. Poznajemy także jak wygląda aktorskie „życie od kuchni”. I choć Claire godzi się na odegranie roli, która nijak nie wpisuje się w zwyczajne aktorstwo, to ten aspekt był bardzo interesujący.

Na wstępie wspomniałam, że fabuła jest niezbyt realistyczna. I właściwie to jedyny zarzut, jaki mogę mieć wobec tej lektury. Nie będę rozwijać tego wątku, bo nie da się tego zrobić nie zdradzając fabuły. Niemniej jednak, doceniam oryginalność pomysłu na tę historię i nietuzinkowe jej opowiedzenie.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2016 Uwaga czytam , Blogger