26 sierpnia

Apartament w Paryżu - Guillaume Musso



Do sięgnięcia po „Apartament w Paryżu” skusiły mnie niejednokrotne zachwyty nad twórczością Musso. Ten jeden z najbardziej rozpoznawalnych na świecie francuski autor ma swoje oddane audytorium, które z niecierpliwością czeka na nowe powieści. „Apartament w Paryżu” to najnowsza propozycja Musso, która jednocześnie jest moim pierwszym spotkaniem z jego twórczością.

Wszystko zaczęło się od nieplanowanego spotkania dwóch zagubionych dusz w pewnym paryskim apartamencie. Opuszczona pracownia malarska należała do wybitnego artysty Seana Lorenza, który niestety zakończył już swój żywot, ale jego mieszkanie można było wynająć przez Internet. Madeline, policjantka śledcza po nieskutecznej próbie samobójczej chciała odpocząć w samotności. Gaspard, amerykański dramatopisarz chciał odciąć się od wszystkiego aby w spokoju napisać nową sztukę. Dwa indywidua pod jednym dachem początkowo nie bardzo mogą dojść do porozumienia, ale szybko łączy ich fascynacja sztuką Lorenza i jego tragicznymi doświadczeniami. Wspólnie podejmują się wyzwania odkrycia sekretów z przeszłości.

Od razu uprzedzam: Paryż ukazany w powieści nie ma w sobie za wiele magii. Jestem przyzwyczajona do tego, że kiedy w powieści pojawia się miasto świateł, opisy zachwycają a ja chcę się tam teleportować. My zastajemy Paryż skąpany deszczem pełen strajków i wielkiego bałaganu. Owszem, nieco magii udało się przemycić autorowi, przede wszystkim za sprawą tego, że powieść przepełniona jest sztuką. Nie ma co się dziwić, skoro główny wątek skupia się na przeszłości artysty, a główni bohaterowie próbują odnaleźć ostatnie dzieła namalowane przez niego przed śmiercią. 

A mimo tego Paryża, mimo tej ciekawej otoczki związanej ze sztuką pierwsze sto stron powieści strasznie męczyłam. Jakoś tak niewiele się działo. Choć pomysł na głównych bohaterów był całkiem ciekawy, to jakoś nie za bardzo przypadli mi oni do gustu. Była policjantka i pisarz tworzą duet, który trochę wspólnie a trochę osobno stara się rozwikłać tajemnicę. Tylko że ewidentnie motorem napędowym w tym duecie był… Gaspard, a nie jego nowa znajoma z doświadczeniami w pracy w policji. Podążając za odkryciem sekretów pozostawionych nierozwikłanych przez artystę bohaterowie zmierzają się także ze swoimi problemami. I to było dość interesujące, bo autor stworzył naprawdę interesujące postacie, zwłaszcza Gasparda (Madeline była według mnie dość irytująca). W jaki sposób niedokończona historia zmarłego artysty może wpłynąć na życie dwójki przypadkowych osób, które chciały przez chwilę pomieszkać w jego pracowni? To musicie sprawdzić sami.

O Musso słyszałam, że zawsze zaskakuje zakończeniem swoich powieści. I tym razem otrzymujemy finał, który jest nieszablonowy i wprawia w osłupienie. Zaskakuje nie tylko rozstrzygnięcie zagadki, ale także… no nie chcę Wam zbyt wiele zdradzać :) W każdym razie, propozycja autora wnosi coś nowego i nie jest zwykłym wskazaniem winnego/winnych.

Zauważyłam, że Musso ma swoich fanów, którzy pokochali styl artysty i są w stanie mu wybaczyć, że tak długo rozkręca się akcja w jego powieściach (to podobno u niego standard, jeśli jest inaczej, wyprowadźcie mnie z błędu). Do mnie nie do końca przemawia ta stylistyka, ale nie żałuję sięgnięcia po „Apartament w Paryżu” choćby dlatego, że po raz kolejny tego lata mogłam przenieść się do tego niezwykłego miasta.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Albatros.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2016 Uwaga czytam , Blogger