30 maja

Wojna nie ma w sobie nic z kobiety - Swietłna Aleksijewicz

Wojna nie ma w sobie nic z kobiety - Swietłna Aleksijewicz

Wojna to męska rzecz. Historię, jak to zwykle bywa, piszą mężczyźni. Niewiele tam miejsca dla kobiet. Swietłana Aleksijewicz, laureatka nagrody Nobla spojrzała na II Wojnę Światową oczami kobiet i dopuściła do głosu dziesiątki weteranek wojennych, które po 40 latach od zwycięstwa zdecydowały się mówić. Mówią o tym, o czym historia zapomina, patrząc na wojnę tak, jak tylko kobieta potrafi.

Na książkę składają się wspomnienia kobiet, które zdecydowały się walczyć w imię idei Stalina. Z przedstawianych historii wyłania się niezwykle poruszający obraz wojny. To wspomnienia nie tylko z pierwszej linii frontu, ale także zza kulis wojny: opowieści kobiet, które przyczyniły się do zwycięstwa, a pozostały niedocenione – kucharek, praczek, pracownic fabryk, kołchozów, odbudowujących mosty i sanitariuszek, które ocaliły tak wiele istnień.

Autorce udało się dotrzeć także do innego oblicza wojny, właśnie takiego, jakie może zobaczyć tylko kobieta. Emocje towarzyszące wojnie, nie pasują do tego co kobiece. Bardzo poruszył mnie fragment, który świetnie to podsumowuje:
A sednem zawsze jest to, że tak ciężko umierać i tak się nie chce umierać. A jeszcze ciężej – zabijać, i tego jeszcze bardziej się nie chce, bo kobieta daje życie. Przynosi je w darze. Długo nosi je w sobie, donasza. Zrozumiałam, że kobietom trudniej przychodzi zabijanie...

Bohaterki reportaży Pani Aleksijewicz poruszały też problemy dnia codziennego, takie typowe, kobiece. Bycie kobietą, kiedy wokół wojna i prawie sami mężczyźni nie jest łatwe. Wojna nie jest domeną kobiet, mężczyźni od dziecka przygotowywani są do tego, aby być gotowym walczyć. Kobiet nikt tego nie uczył. Wojsko nie było przygotowane na to, aby odpowiednio wyposażać i zabezpieczyć kobiety. A one mimo to szły walczyć z wielkim entuzjazmem, gotowe oddać życie za ojczyznę.

Najbardziej bolesne było dla mnie odkrycie, że po wojnie weteranki wojenne czekała jeszcze jedna trudna batalia. Mężczyzn wracających z wojny traktowano z honorami, kobiety często decydowały się zatajać swoje wojenne doświadczenia, bo tak trudno było na nowo poskładać swój świat – ubrać pantofelki, znaleźć męża i na nowo być kobietą. No bo jak, kiedy na tyle lat trzeba było zapomnieć o swojej kobiecości?

Ta książka chwyta za serce i łamie je na milion kawałków. Każda z historii przedstawionych w „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety” to zwrócenie uwagi na coś nowego. Każda funkcja pełniona przez bohaterki książki pozwalała na dotarcie do innego oblicza wojny. Wielką wartością tej książki jest ogrom pracy włożony przez autorkę. Zaprezentowanie w książce historii przynajmniej kilkudziesięciu kobiet, które postanowiły po latach wrócić to tych trudnych wspomnień wiązało się z setkami wywiadów, nagrań i porządkowania opowiedzianych historii. Aleksijewicz nie interesowały fakty historyczne, historia państwa, żywoty bohaterów. Ona pochyliła się nad tym, co na wojnie dzieje się z człowiekiem, czego nauczył się o życiu i śmierci i jakie piętno pozostawia po sobie.

To bardzo ważna książka. Taka, której się nie zapomina. Jeśli chodzi o tematykę II Wojny Światowej, to książka ta zrobiła na mnie największe wrażenie od czasów „Medalionów” Nałkowskiej, które czytałam wiele lat temu, w liceum. Polecam całym sercem, choć ostrzegam, że jest to mocny i straszny obraz wojny i niektóre historie są naprawdę szokujące.


Uwaga! 
Na podstawie tej książki, słuchacze Wydziału Aktorskiego Studium Techniki Teatralnej w Warszawie przygotowali niezwykłą sztukę teatralną „Wojna nie jest kobietą”.
Młodzi, zdolni, urodzeni wiele lat po zakończeniu II Wojny Światowej. A jednak postanowili się zmierzyć z tak trudnym tematem. Dlaczego? Ponieważ Aleksijewicz opisuje kobiety w roli żołnierzy, wcześniej kobiety nie walczyły. Książka opisuje wojnę z punktu widzenia kobiet, pokazuje z czym musiały się mierzyć, przedstawia w jaki sposób człowiek potrafi dostosować się do najtrudniejszych warunków. Spektakl ,,Wojna nie jest kobietą“ zapewnia widzom możliwość zderzenia się z bólem i wyrzeczeniami jakie spotkały kobiety w trakcie II Wojny Światowej. Prawdziwe historie ukazane w książce Swietłany Aleksijewicz przełożone na scenę nabierają nowego, chwytającego za serce znaczenia. Pokazują, że na wojnie człowiek potrafi być pozbawiony wszelkich ludzkich odruchów, a budzą się instynkty i zachowania, których po wojnie się wstydzi. Sztuka ta opisuje prawdziwe osoby, prawdziwe zdarzenia i najbardziej w tym wszystkim dotykające – prawdziwe cierpienie.

W najbliższym czasie spektakl będzie można obejrzeć 06.06.2017 w Faktycznym Domu Kultury w Warszawie. O kolejnych terminach (i lokalizacjach) będę Was informować na bieżąco na Facebooku!

W przedstawieniu, opartym na reportażach noblistki Swietłany Aleksiejewicz, występują Słuchacze Wydziału Aktorskiego Studium Techniki Teatralnej w Warszawie: Anna Burzyńska, Joanna Chrząszcz, Natalia Dedo, Marta Goguła, Filip Grycmacher, Zuzanna Kochanek, Jagoda Małyszek, Sandra Obrębska, Magdalena Parda, Ewa Pietrzak, Aleksandra Rogowska, Izabela Szemetiuk, Ida Trzcińska, Malwina Woźniak, Aleksandra Zielińska. Kostiumy i przygotowanie z języka rosyjskiego Roza Artunian-Fijałkowska. Spektakl przygotowała ze studentami Renata Dymna.

22 maja

Recenzja: Dlaczego nikt nie wspomina psów z Titanica? - Kuba Wojtaszczyk

Recenzja: Dlaczego nikt nie wspomina psów z Titanica? - Kuba Wojtaszczyk

O wojnie powstało już wiele książek. Każda z nich nasycona jest wybuchami, prześladowaniem, walkami, kolejnymi wybuchami, wojskiem i społeczeństwem walczącym o wolność i ideały. Wojna przychodzi, zaskakuje i zbiera swoje żniwo. Co dzieje się później? Wybawienie, wyzwolenie i salwy zwycięstwa. A potem? Szczęśliwi obywatele cieszą się wolnością i co? Żyją długo i szczęśliwie? Jak wrócić do normalnego życia dźwigając piętno wojny?

„Dlaczego nikt nie wspomina psów z Titanica?” to obraz powojennej Polski, ale nie wyją w niej salwy zwycięstwa, mało tam radości i szczęścia. Mamy rok 1945 i cyrk wędrowny i chaos związany z budowaniem nowego państwa. Tajemniczy Właściciel zarządza przedziwną grupą powojennych rozbitków. Spotkamy w nim m.in. ukrywającego się nazistę; byłego więźnia obozu koncentracyjnego; Żyda, który ukrywany całą wojnę przez Baronową staje się ciekawym eksponatem – „Ostatnim Żydem w Polsce”; mamy też Felę, która z wojny wyszła obronną ręką ukrywając się z rodzicami w lepiance, aby w dniach wyzwolenia stać się nagle sierotą, ofiarą brutalnego gwałtu i ślepą. Trupa artystów wędruje po niebycie, po kraju którego nie ma.

Brzmi dosyć intrygująco prawda? Wyłaniający się z najnowszej powieści Kuby Wojtaszczyka obraz Polski jest brutalny, nieprzyjemny i najzwyczajniej brzydki. To nie jest lektura, której czytanie sprawia przyjemność. Nie budzi zachwytu, nie intryguje, a nawet nie wciąga. Ale porusza ważne i niepopularne w literaturze problemy. Gromadka powojennych rozbitków, o których nikt nie pamięta (jak o psach z Titanica), i którzy żyją w chwilowym zawieszeniu. Nie mają gdzie się podziać, nie wiedzą co dalej. Trudno im jest odnaleźć się w tej nowej rzeczywistości.

O „Dlaczego nikt nie wspomina psów z Titanica?” można powiedzieć przede wszystkim, że jest oryginalna i niebanalna. Pomysł na przerysowany i tragikomiczny obraz powojennej Polski, a do tego wielość metafor to coś, czego dotychczas w literaturze polskiej nie zaznałam. Fabuła nieszczególnie jednak wciąga, akcja nie posuwa się do przodu. Choć literatura wojenna od jakiegoś czasu staje mi się coraz bliższa, to styl narracji, bogactwo metafor i odczuwalny chaos w konstrukcji sprawiły, że powieść, choć momentami szokująca, nieco mnie znudziła. Największą wartością książki okazał się być obraz powojennej rzeczywistości. Aż chce się krzyknąć: Polska w ruinie!

14 maja

Recenzja: Koniec samotności – Banedict Wells

Recenzja: Koniec samotności – Banedict Wells



Czy przepełniona smutkiem, samotnością i żalem powieść może się podobać? Ano zdecydowanie stwierdzam, że tak! Benedict Wells, autor europejskiego bestsellera stworzył niezwykle emocjonującą opowieść o stracie, radzeniu sobie z trudnymi doświadczeniami oraz przezwyciężaniu przytłaczającej samotności. Koniec samotności” to jedna z najsmutniejszych książek, jakie dane mi było przeczytać.

Trójka rodzeństwa traci rodziców w wypadku samochodowym. Trafiają do internatu (domu dziecka), gdzie każde z nich idzie swoją drogą. Dzieciaki oddalają się od siebie. Na każdym z nich śmierć rodziców oraz nagłe osamotnienie wywiera zupełnie inny wpływ. Najmłodszy z rodzeństwa z radosnego dziecka staje się zagubionym samotnikiem. Wiele lat później ulega wypadkowi, po którym snuje refleksje nad przeszłością – dotychczasowym życiem swoim i swojego rodzeństwa przedstawiając nam liczne wspomnienia. Może i nie brzmi jakoś powalająco, ale dla mnie książka ta okazała się największą niespodzianką tego roku. Spodziewałam się czegoś zwyczajnego, a dostałam coś zupełnie wyjątkowego.

Czy życie zawsze jest równaniem o sumie zerowej, gdzie liczba i siła nieszczęść równoważy się z dobrem i radościami? Chyba nie, a przynajmniej nie w przypadku bohaterów „Końca samotności”. Sposób w jaki główny bohater dzieli się swoimi doświadczeniami jest bardzo poruszający. Wspomnienia związane z poszukiwaniem akceptacji i miłości są naładowane emocjami. Przy takim sposobie narracji nietrudno jest wczuć się w sytuację bohatera i razem z nim współodczuwać jego samotność. Towarzyszymy mu od lat dzieciństwa, przez młodość, aż po pełną dorosłość i dojrzałość obserwując jak zmieniają się jego postawy i życiowe priorytety. Jesteśmy świadkiem rozpadu jego rodziny, wielkiej (i trudnej) miłości do szkolnej przyjaciółki, którą spotyka po wielu latach oraz wszystkich trudnych doświadczeń jego i jego najbliższych, które utwierdzają w przekonaniu, że szczęście jest bardzo ulotne.

Koniec samotności” to książka o braku szczęścia w życiu, nieodwracalności czasu i samotności, która nie znika nawet gdy człowiekowi udaje się jakoś poukładać sobie życie. Trudno jest w recenzji oddać kwintesencję tej książki. Może wydawać się albo banalna albo zbyt wzniosła czy filozoficzna. Ale tak nie jest. Autorowi udało się stworzyć nietuzinkową powieść, w której kryje się wiele życiowej mądrości oraz uniwersalnych wartości. Mimo ciężkiego tematu i przytłaczającego smutku bijącego z powieści, książkę czyta się zaskakująco szybko. „Koniec samotności” porusza, ale i niesie za sobą mądrość zmuszającą do refleksji.

08 maja

Recenzja: Śmierć samobójcy. Zakopiańska powieść kryminalna - Mariusz Koperski

Recenzja: Śmierć samobójcy. Zakopiańska powieść kryminalna - Mariusz Koperski

Na książkę Śmierć samobójcy Mariusza Koperskiego ze znamiennym podtytułem Zakopiańska powieść kryminalna trafiłam przypadkiem kilka miesięcy temu w sieci. Dość dziwne wydało mi się, że debiutancka (i zdaje się jedyna) powieść Pana Koperskiego wydana pod koniec 2015 roku jest zupełnie nikomu nieznana. Postanowiłam dać szansę tej książce, choć zwykle nie sięgam po takie czytelnicze zagwozdki, ale czy było warto?

Śmierć samobójcy to klasyczny kryminał, którego akcja toczy się w Zakopanem. Gdy ginie dziennikarz Jan Rylski, (prawie) wszystko wskazuje na samobójstwo. Szybko jednak okazuje się, że śmierć dziennikarza stanowi zagadkę, którą trzeba rozwiązać. W sprawę angażuje się zakopiański komisarz wraz z tajemniczym pułkownikiem z Warszawy. Prowadzone śledztwo wciąga i intryguje. Nie jest to może skomplikowana konstrukcja, rozwiązanie sprawy nie zwala z nóg, nie ma też zbyt wielu opcji typowania winnego podczas czytania powieści, ale można miło spędzić czas oddając się lekturze.

Sprawę prowadzi komisarz Tomasz Karpiel (czy można znaleźć bardziej zakopiańskie nazwisko?!), a akcja toczy się w Zakopanem. Podczas przesłuchiwania świadków mamy trochę podhalańskiej gwary i namiastkę góralskiej mentalności (w śladowych ilościach). Gdzieś w międzyczasie zaczyna wiać halny, a bohaterowie przemieszczają się pomiędzy kilkoma zakopiańskimi ulicami. I to by było na tyle związku z zakopiańską powieścią kryminalną. Zabrakło tam tego, co w Zakopanem najlepsze – Tatr, górskich szlaków i głębszego przyjrzenia się „góralskości” górali.

Śmierć samobójcy nie jest to wybitne dzieło polskiej literatury. Jako kryminał daje radę, ale czuję niedosyt jeśli chodzi o określenie go mianem zakopiańskiej powieści, bo tego Zakopanego było tam po prostu za mało. Mimo, że zadbałam o odpowiednie okoliczności czytania tej powieści – zabrałam ją na urlop w Tatry, to po prostu nie zaiskrzyło. Nie zrozumcie mnie źle, nie mam poczucia, że zmarnowałam czas czytając tę książkę, bo to nie jest słaby kryminał. Śmierć samobójcy to niezły kryminał, ale ja oczekiwałam od niego czegoś więcej. Zwykle motyw Tatr lub gór sprawia, że nieco zawyżam ocenę książki, bo nawet jeśli w fabule są niedociągnięcia, to tatrzański klimat rekompensuje mi to i i tak jestem szczęśliwym odbiorcą. Tutaj niestety tak się nie zadziało.

28 kwietnia

#Ksiazkawgory czyli powieści z Tatrami w tle

#Ksiazkawgory czyli powieści z Tatrami w tle

Majówkę spędzam w moich ukochanych górach. Uciekam w Tatry kiedy tylko mam taką okazję. Tutaj nawet lektura w zaciszu góralskiej chaty smakuje inaczej. Książki o tematyce alpinistycznej opisujące wyprawy alpinistów, zdobywanie najwyższych szczytów świata są dość popularne. I to nie o nich będzie dziś mowa. Jeżdżąc w góry staram się zawsze zaopatrzyć w dobrą powieść, której miejsce akcji związane jest z górami (idealnie jeśli są to Tatry!). Kilka lat temu na instagramie stworzyłam mało popularny tag #ksiazkawgory. Można pod nim prześledzić książki, które w jakiś sposób powiązane są z tematyką gór lub towarzyszyły mi podczas wypadów w Tatry. Dziś mam dla Was kilka propozycji dzięki którym nawet jeśli otacza Was miejski szum, przynajmniej w wyobraźni możecie się teleportować w góry :-)


1. Remigiusz Mróz – seria z Komisarzem Forstem
Nie mogłabym nie zacząć od najgłośniejszej w ostatnim czasie serii ulokowanej w Tatrach. Remigiusz Mróz, w wolnym czasie lubi chodzić po tatrzańskich szlakach i to tam zdecydował się przenieść znaczącą część powieści o niefrasobliwym komisarzu. Na serię składają się:

Ekspozycjaakcja książki rozpoczyna się gdy pewnego ranka turyści odkrywają na Giewoncie makabryczny widok – na ramionach krzyża powieszono nagiego mężczyznę (no dobra, do dziś nie potrafię sobie tego wyobrazić – widzieliście jakie rozmiary ma krzyż na Giewoncie?!). Sięgnęłam po tę książkę zachęcona motywem Tatr. Spodziewałam się spokojnego, podhalańskiego kryminału, dostałam trzymającą w napięciu akcję i międzynarodowy charakter (choć historia rozpoczyna się w Tatrach, znaczna część akcji toczy się poza Podhalem). Jeśli mam być obiektywna – w książce nie brak błędów logicznych i nieco naciąganych motywów, ale mimo wszystko z chęcią sięgnęłam po kolejną część.

Przewieszeniedruga część serii to dalszy los perypetii komisarza. W tej części znalazłam to czego szukałam – sporo tatrzańskich szlaków i górskiego klimatu. Tym razem mamy do czynienia z serią dziwnych wypadków w górach wskazujących, że po Tatrach grasuje seryjny morderca. Lojalnie ostrzegam! Po lekturze już nigdy nie spojrzycie na opisywane tatrzańskie szlaki tak samo, a wyruszając na samotną wędrówkę możecie poczuć się nieco nieswojo. I znowu – pozostając obiektywną – mimo że pomysł na tatrzańską scenerię jest bardzo dobrze zrealizowany, a fragmenty przenoszące akcję na górskie szlaki bardzo działają na wyobraźnię, to sama historia a przede wszystkim wszystkie perypetie (nieszczęścia) spotykające komisarza są nieco przesadzone. Aż ciśnie się pytanie: ile razy można umierać i nie umrzeć?

Trawerswedług mnie najlepsza (dotychczas) część serii. Do Kościeliska trafia grupa uchodźców, a na szlaku prowadzącym na Czerwone Wierchy odnaleziono zwłoki mężczyzny. Ponadto, kontynuowany jest wątek z poprzednich części. Nie brakuje tu Tatr, nie brakuje typowej, góralskiej mentalności ale też nagonki medialnej, dość obiektywnego podejścia do tematu uchodźców i co najważniejsze dobrej fabuły oraz szybkich zwrotów akcji.

Historia komisarza Forsta ma swój ciąg dalszy. Już za chwileczkę, już za momencik 10 maja swoją premierę ma Deniwelacja, czyli czwarty tom serii.

2. Jacek Rębacz
Znacznie mniej znanym autorem tatrzańskich kryminałów/sensacji jest Jacek Rębacz, który wydał kilka kryminałów, których akcję ulokował w Zakopanem. Co ciekawe, książki wydane przez Rębacza nie pozostały bez echa w społeczności górali z Podhala, a pisarz został „autorem wyklętym”. Być może przyczyniło się do tego wyciąganie brudów, o których po prostu nie należało mówić ceprom?
Dotychczas przeczytałam:

Zakopane: sezon na samobójców – krótki kryminał z układami mafijnymi pomiędzy podhalańskimi szychami. Tym razem głównym bohaterem jest prywatny detektyw – Piotr Klucha. Może sama fabuła nie powala, ale sam zakopiański klimat, specyficzna mentalność górali sprawiają, że miło się czyta. Uprzedzam: nie jest to literatura wysokich lotów, ale jako książka na urlop w górach jak najbardziej się nadaje. Idealna jako lektura w schronisku w deszczowy dzień.

Zakopane: Pokój z widokiem na cmentarz to dalszy ciąg historii detektywa. Tu odkryjecie co wydarzyło się po rozwiązaniu sprawy z pierwszego tomu i w jakie tarapaty wpakował się Piotr Klucha. Podobnie jak w poprzednim przypadku książkę ratuje bardzo dobrze oddany klimat Podhala.

Z tej serii dostępne są również książki: Zakopane: Luftkurort 1940 oraz Zakopane. Osiem deszczowych dni. Czytaliście? Polecacie?

3. Maria Nurowska – Zabójca
To była chyba pierwsza powieść, po którą sięgnęłam tylko dlatego, że jej akcja była mocno związana z Tatrami. Dziennikarka w drodze do Zakopanego poznaje intrygującego mężczyznę wracającego właśnie z Ameryki. Jak się okazuje, Adam spędził wiele lat w więzieniu skazany za zabójstwo, a po zwolnieniu wraca w rodzinne strony. Rodowity góral stara się na nowo poukładać życie. Dziennikarka pomaga mu odbudować dom oraz poznaje prawdę o wydarzeniach sprzed lat, które wpłynęły na losy Adama. Ostrzegam, że jest to powieść obyczajowa zalatująca romansem. Nie dla każdego. Mnie ujęło to, że autorka sprytnie porusza problematykę społeczno-obyczajową.

4. Małgorzata Warda – Miasto z lodu
W tym przypadku nie jest powiedziane wprost, że nieduże górskie miasto, do którego przenoszą się główne bohaterki – samotna matka oraz jej 13 letnia córka – mieści się właśnie w Tatrach. Mimo nadania historii nieco bardziej uniwersalnego wymiaru, nietrudno ulokować opisywane miejsca na Podhalu. Uwaga, góry nie są w tej książce najważniejsze. Pewnego razu Agata zostaje znaleziona w górach w stanie krytycznym. Podczas gdy dziewczynka pogrążona jest w śpiączce, otoczenie próbuje rozwikłać tajemnicę wypadku odkrywając nowe istotne fakty. To raczej powieść psychologiczna, którą trudno określić mianem rozrywkowej.


Niedawno odkryłam jeszcze jeden kryminał zakopiański – Śmierć samobójcy Mariusza Koperskiego. Właśnie rozpoczynam lekturę i już wkrótce podzielę się z Wami opinią na temat tej ZUPEŁNIE nieznanej książki. Póki co jest dla mnie dziwną zagadką. Jak książka z takim potencjałem, możenie mieć ani jednej opinii na lubimyczytac.pl


Znacie i możecie polecić jeszcze jakieś powieści, których akcja dzieje się w Tatrach?


PS. Początkowo post miał dotyczyć większej liczby pozycji, ponieważ miał obejmować także inne powieści, których akcja toczy się w górach, ale niekoniecznie w Tatrach. Czy macie ochotę na odrębny wpis o takich pozycjach, czy raczej nie? :-)

24 kwietnia

Recenzja: Finansowy ninja - Michał Szafrański

Recenzja: Finansowy ninja - Michał Szafrański

O finansach, oszczędzaniu, zarabianiu, inwestowaniu i przede wszystkim racjonalnym zarządzaniu własnymi pieniędzmi napisano już wiele. Z czym jednak kojarzą Wam się książki o takiej tematyce? Bo mi z nudą i podręcznikami akademickimi. „Finansowy ninja” autorstwa Michała Szafrańskiego typowym podręcznikiem nie jest. Jest za to bardzo zgrabnym poradnikiem zrozumiałym dla każdego, także dla tych, którzy nie mają o finansach żadnego pojęcia. Moim zdaniem „Finansowy ninja” to książka, którą śmiało można włączyć do nowego kanonu lektur szkolnych. To idealna lektura na wejście w dorosłe i odpowiedzialne życie.

Kim jest tytułowy finansowy ninja? To osoba, która potrafi wziąć odpowiedzialność za własne pieniądze dysponując odpowiednimi narzędziami, wypracowanymi nawykami oraz umiejętnościami pozwalającymi na zapewnienie sobie bezpieczeństwa finansowego. Michał łopatologicznie przedstawia arsenał finansowego ninja oraz bazując na tych fundamentach pokazuje w jaki sposób długofalowo oszczędzać, zarabiać oraz inwestować swoje środki (plus w jaki sposób można dokonywać optymalizacji w płaceniu podatków!).

Nie wszystko, co przeczytacie w tej książce będzie dla Was nowością, w wielu przypadkach autor nie odkrywa Ameryki, a mimo to uważam, że jest to niezwykle wartościowa lektura. Z książki dowiecie się między innymi jak racjonalnie i sprytnie planować swój comiesięczny budżet, jak nie wpaść w spiralę zadłużenia (tłumacząc m.in. dlaczego karty kredytowe i kredyty konsumpcyjne są złem wcielonym), kiedy i na jakich zasadach opłaca się kupić mieszkanie (oraz jak się do tego odpowiednio przygotować), jak obliczyć swoją osobistą wartość netto, jak zarabiać pieniądze (nie tylko na etacie) oraz ile i w jaki sposób oszczędzać, aby przejść na wcześniejszą emeryturę uniezależniając się od ZUS-u. Na koniec autor wprowadza nas w temat inwestycji przedstawiając przede wszystkim najważniejsze zagrożenia oraz instrumenty finansowe, których lepiej się wystrzegać.

To co podoba mi się przede wszystkim w tej książce, to droga jaką Michał wyznaczył adeptom na finansowych ninja. Całość układa się w logiczne etapy, które powoli, ale systematycznie należy w życiu przechodzić. Autor bloga JakOszczedzacPieniadze.pl wydał książkę o pieniądzach, na której w parę miesięcy zarobił kilka milionów. Jeśli nie znacie tego bloga, to książka jest przede wszystkim dla Was, a jeśli czytujecie go od czasu do czasu tak jak ja, to książka jest dobrą okazją do uporządkowanego i kompleksowania poznania żelaznych zasad finansowego ninja. 

Dużo kwestii poruszanych w książce zostało szczegółowo omówionych na blogu (w książce autor często odsyła na swoją stronę, gdzie można pogłębić dane zagadnienie), jednak dla mnie dopiero książka była odpowiednią motywacją do szczegółowego zapoznania się z tymi treściami. Niemniej jednak cena, w której sprzedawana jest książka (w najtańszej opcji 69,90 + 15 zł przesyłki) sprawia, że gdyby nie to, że po 4 miesiącach oczekiwania w kolejce w bibliotece udało mi się do niej dotrzeć, raczej nie pokusiłabym się na jej zakup (i stwierdzam to nawet po lekturze, uznawszy tę książkę za wartościową). Mając świadomość, że nie mam możliwości przeczytania książki bezpłatnie bardziej skupiłabym się na blogu, którego swoją drogą bardzo polecam! :-)

18 kwietnia

Recenzja: Steve Jobs - Walter Isaacson

Recenzja: Steve Jobs - Walter Isaacson




Steve Jobs u kresu swojego życia powiedział ponoć, że podróż jest nagrodą. Wiele się na niej nauczyłem”. To samo mogę powiedzieć o napisanej przez Waltera Isaacsona książce. Samo jej czytanie było niesamowicie ciekawą podróżą w czasie. A mówiąc, że sporo się z niej nauczyłam, nie mam na myśli wyłącznie faktów z życia Stevea Jobsa, ale także fascynującą historię rewolucji technologicznej upowszechniającej komputery, a potem urządzenia przenośne wśród zwykłych ludzi. Ta książka, to nie tylko portret Jobsa, ale także firmy Apple – potęgi jaką zbudował przede wszystkim dzięki swoim indywidualnym cechom i umiejętności otaczania się odpowiednimi ludźmi. Dzięki temu, z książki dowiadujemy się także wiele na temat zarządzania stymulującego kreatywność i innowacyjność oraz o filozofii firmy Apple leżącej u podstaw sukcesu tej marki.

Trzeba przyznać, że stworzony przez autora portret Jobsa jest wiarygodny. Nie jest to laurka podkreślająca pozytywne cechy, ale rzetelny obraz poparty godzinami przeprowadzonych rozmów z jego otoczeniem i poświęconych na weryfikowanie faktów. Przedstawienie całej historii: od narodzin i adopcji małego Stevea (wiecie, że jego biologicznym ojcem był syryjski uchodźca?), przez młodość, początki Apple, spektakularną karierę (oraz mniej spektakularne porażki), aż po chorobę i śmierć pozwala zaobserwować jak zmieniała się osobowość, postawy życiowe i system wartości Stevea. Już samo to jest niezwykle interesujące. Jobs był specyficzny, jak to zwykle bywa z wybitnymi jednostkami. Nie był technologicznym geniuszem, który stworzył komputer, tablet, odtwarzacz muzyki, dotykowe ekrany w telefonach etc, ale potrafił znaleźć się w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie. Nie bez znaczenia był jego sposób postrzegania świata w sposób zerojedynkowy - albo ludzie byli „bogami” albo „debilami”. Praca jego pracowników była najlepsza, albo totalnie gówniana. Albo coś było absolutnie fantastyczne albo było po prostu gównem (przepraszam za wyrażenie, ale słowo gówno pada w książce z ust Jobsa tak często, że pominięcie tego aspektu byłoby pewnym niedopowiedzeniem!).

Źródło: Pinterest - kliknij by powiększyć
Wspomniałam, że biografia Stevea Jobsa to także fascynująca historia rewolucji technologicznej. Obserwujemy nie tylko powstawanie kolejnych produktów Apple, ale także przenikanie się różnych nowinek technologicznych pomiędzy ówczesnymi gigantami – podglądanie, podkradanie pomysłów, relacja z Billem Gatesem i Microsoftem, wojna wypowiedziana Google i Androidowi, negocjacje z wytwórniami muzycznymi przy okazji wprowadzenia na rynek iPoda, czy negocjacje z rynkiem wydawniczym po premierze iPada. Sama ewolucja komputerów od pierwszych do tych znanych nam obecnie jest niesamowicie interesująco przedstawiona. Co rusz wstrzymywałam odsłuchiwanie audiobooka, aby zgooglować jak wyglądał Macintosh czy pierwszy iMac. Wielu rzeczy nie dało się zrobić. Aż pojawiał się ktoś, kto po prostu to robił, albo okazywało się, że gdzieś na świecie jest już to zrobione, tylko nie wiadomo do czego to można by użyć.

Wreszcie, biografia Stevea Jobsa to także historia Apple – narodzin firmy oraz jej wzlotów i upadków. W książce opisane jest nie tylko powstawanie nowych produktów, ale także wszystkie najważniejsze zawirowania osobowe, w tym wyrzucenie Jobsa z Apple oraz jego wielki powrót, efektem którego było odbudowanie utraconej pozycji rynkowej marki. Przedstawiona filozofia firmy wynikająca przede wszystkim z przekonań Jobsa, który twardo bronił swoich racji ma totalne odzwierciedlenie we wszystkich produktach Apple – integracja urządzenia i oprogramowania (dzięki temu łatwiej zrozumieć dlaczego na przykład tak trudno jest dostać się do środka urządzenia od Apple), perfekcyjne wzornictwo, a nawet wygląd opakowań i sklepów stacjonarnych Apple. Jedną z naczelnych zasad składających się na sukces Apple jest skrzyżowanie technologii oraz sztuk wyzwolonych.

Pozwólcie, że zakończę reklamą z 1997 roku, która fantastycznie oddaje to, co w Apple najważniejsze – Think different.

 

(Za tych, co szaleni. Za odmieńców. Buntowników. Awanturników. Niedopasowanych. Za tych, co patrzą na świat inaczej. Oni nie lubią zasad. Nie szanują status quo. Można ich cytować, można się z nimi nie zgadzać; można ich wysławiać, można ich zniesławiać. Ale jednego nie można zrobić - nie można ich ignorować. Bo to oni zmieniają świat. Popychają ludzkość do przodu. I choć niektórzy mogą widzieć w nich szaleńców, my dostrzegamy w nich geniusz. Ponieważ to ludzie wystarczająco szaleni, by sądzić, że mogą zmienić świat... są tymi, którzy go zmieniają.)

Copyright © 2016 Uwaga czytam , Blogger