19 listopada

Recenzje: Większość bezwzględna - Remigiusz Mróz


W kręgach władzy w końcu mogę nazywać moją ulubioną serią Remigiusza Mroza! A jest to możliwe z dwóch powodów: po pierwsze, nareszcie doczekałam się premiery Większości bezwzględnej – drugiego tomu z serii, który sprawia, że Wotum nieufności nie jest już niezależną powieścią. Po drugie, jestem po jej lekturze i… och, co to było!?! Akcja w drugim tomie nie zwalnia, wręcz przeciwnie, dzieje się o wiele więcej, a Remigiusz zdecydował się na kilka bardzo odważnych rozwiązań.

Nie będę zdradzać zbyt wielu tajników fabuły, bo książka ta jest kontynuacją wydarzeń z Wotum nieufności (uwaga, jeśli nie czytaliście jeszcze pierwszej części, nie czytajcie opisu wydawniczego, bo jest tam mega spoiler – dla mnie nie do wybaczenia). Akcja zaczyna się miesiąc po finale pierwszego tomu. W kręgach władzy trwa kryzys, afera goni aferę, a niedługo w Polsce ma odbyć się międzynarodowy szczyt. Pojawią się doniesienia o rzekomym zagrożeniu terrorystycznym, w sejmie panuje zamęt, powstają układy i układziki, politycy sięgają po różnego rodzaju manipulacje i pakty, aby tylko osiągnąć swoje cele. A wszystko to osadzone jest w realiach naszego polskiego systemu prawnego. Ja jestem zachwycona!

Już przy Wotum nieufności wspominałam, jak fascynujący świat polskiej polityki wykreował autor. W Większości bezwzględnej ten świat wciąż jest tak samo interesujący, wciąż cechuje się dużym realizmem (w końcu po polskich politykach można się spodziewać wszystkiego!). Po lekturze drugiego tomu, muszę stwierdzić, że choć stworzona przez Remigiusza seria zalicza się do gatunku political fiction, nie sposób nie dostrzegać inspiracji z prawdziwej sceny politycznej. Już w pierwszym tomie widziałam pewne podobieństwo Hauera do jednego z polityków (w którym się utwierdzam), w tej części pojawia się Zwornicki, którego też trudno nie powiązać z jednym z obecnych posłów. Doceniam również wszystkie postacie stworzone przez Remigiusza na potrzeby serii, a także fakt, iż autor nie pozwala nam się nudzić wprowadzając nowe osoby, które wpływają na rozwój akcji razem z poznaną w pierwszym tomie grupą.

W drugim tomie dostrzegam dodatkowo wartość edukacyjną. O ile na przykład w serii z Chyłką, Remigiusz pozwala sobie na sporo odstępstw od przepisów polskiego prawa, o tyle w przypadku Większości bezwzględnej odnoszę (mam nadzieję słuszne) wrażenie, że poruszamy się w meandrach prawdziwego prawa. Lektura pozwala zagłębić się w zawiłości polskiej konstytucji, dopatrzyć się jej słabości i wielości możliwości interpretacyjnych. Gdybym była na studiach, książka ta z pewnością pozwoliłaby mi lepiej przyswoić wiedzę z prawa konstytucyjnego ;-) Ale nie obawiajcie się! To, że jest wiele odniesień do naszej Konstytucji wcale nie jest nudne! Wręcz przeciwnie, nadaje powieści jeszcze większego realizmu.

Nie sposób również nie wspomnieć o zakończeniu. Remigiusz Mróz przyzwyczaił nas już do zaskakujących finałów, ale tym razem zdecydował się na coś, czego nawet po nim się nie spodziewałam. Wciąż jestem w szoku. Jestem ciekawa, w jaki sposób autor dalej pokieruje akcją w tej alternatywnej polskiej rzeczywistości politycznej. Ma teraz duże pole do popisu. Choć przy wydarzeniach, które się tam dzieją jakoś łatwiej jest spoglądać na niewinne igraszki naszych prawdziwych polityków.


PS. Nie jestem aktualnie pewna, czy bardziej nie mogę się doczekać kolejnego tomu, czy serialu jaki powstaje na podstawie serii! Chyba jednak z większym utęsknieniem czekam na Władzę absolutną...

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2016 Uwaga czytam , Blogger