26 listopada

Recenzja: Czasami kłamię - Alice Feeney


Dobry thriller, to dla mnie przede wszystkim zaskakujące zwroty akcji i napięcie towarzyszące nam przez całą lekturę. „Czasami kłamię” - debiutancka powieść Alice Feeney spełnia te kryteria idealnie. Sięgając po tę książkę niejednokrotnie otworzycie usta ze zdziwienia, jak bardzo pokręcona jest historia dwóch sióstr: Amber i Claire.

Amber jest w śpiączce. Utraciła zupełną kontrolę nad własnym ciałem, a jednak jej umysł pracuje na najwyższych obrotach. Rozdział po rozdziale, bohaterka odkrywa przed sobą samą i przed czytelnikiem dni poprzedzające wypadek samochodowy, któremu uległa w święta Bożego Narodzenia. Historię te przeplatają migawki teraźniejszości, przy szpitalnym łóżku czuwają mąż i siostra, pacjentkę odwiedza również tajemniczy mężczyzna, którego podświadomie boi się Amber. Właściwą fabułę przeplatają zapiski z pamiętnika 10 letniej dziewczynki ukazując genezę zdarzeń, do których dochodzi tu i teraz. Już samo to wydaje się nieco poplątane, czyż nie? A teraz dołóżmy do tego fakt, że Amber czasami kłamie. Co jest prawdą, a co nie? Komu wierzyć i czyją stronę wybrać? A przede wszystkim.. o co w tym wszystkim chodzi? To skomplikowane, ale dopiero czytając tę książkę odkryjecie jak bardzo.

Na uwagę zasługuje przede wszystkim pomysł przyjęcia pierwszoosobowej narracji osoby, która niemal całkowicie odcięta jest od zewnętrznego świata. Nie może otworzyć oczu, nie panuje nad swoją fizjologią, przy życiu podtrzymują ją maszyny, ale jest tutaj z nami. Ona słyszy, ale nie jest w stanie nawiązać kontaktu ze światem zewnętrznym. A więc tylko leży, myśli i czuje. To zaskakujący pomysł, ale moim zdaniem bardzo udany. Szokującym doznaniem było również odkrywanie szczegółów relacji pomiędzy siostrami. Autorka mistrzowsko zbudowała historię Amber i Claire. Za każdym razem, kiedy wydawało mi się, że trochę rozumiem o co w tej relacji chodzi, okazywało się, że to szalona gra. A przecież Amber czasami kłamie…

Akcja w „Czasami kłamię” toczy się błyskawicznie, właściwie każdy rozdział przedstawia nam jakiś nowy ważny element układanki. To bardzo zawiła i nieprzewidywalna układanka. Na pewno czytając książki tego typu, podobnie jak ja, próbujecie przewidzieć zakończenie, przechytrzyć autora, aby móc z dumą (i rozczarowaniem) oznajmić, że przejrzeliście go na wylot. W tym przypadku historia jest tak pokręcona i szokująca, że po prostu nie da się przewidzieć jak potoczy się akcja. Nawet jeśli będzie Wam się wydawało, że wiecie, do czego to wszystko zmierza, na koniec i tak szczęka uderzy wam o podłogę, gdy poznacie finał. To jedna z najbardziej pokręconych i zaskakujących książek, jakie czytałam w ostatnim czasie.


Przyznaję, że pojawiały się momenty, w których dochodziłam do wniosku, że autorka przesadziła, że to, do czego dochodzi w tej historii to już za daleki odlot. Chociaż z drugiej strony, te wszystkie zdarzenia składają się na historię, która na długo zapada w pamięć. Bo choć już na początku wiemy, że książka ta skrywa pewne tajemnice, to nie sposób przewidzieć, że to tylko wierzchołek góry lodowej. Ja polecam gorąco tę lekturę. Fakt, że akcja toczy się w okolicach Bożego Narodzenia sprawia, że jest to idealny czas na jej lekturę! 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2016 Uwaga czytam , Blogger