05 czerwca

Recenzja: Helisa – Marc Elsberg


 
Wyobraźcie sobie, że genetyka idzie tak do przodu, iż obok roślin modyfikowanych genetycznie i sklonowanych zwierząt możliwe jest manipulowanie ludzkim genomem. Gdzieś tam w USA realizowany jest tajny projekt badawczy, który umożliwia ulepszanie człowieka. Na świat przychodzą superdzieciaki o niezwykłych właściwościach: sprawniejsze, mądrzejsze, silniejsze. Ich wyjątkowe zdolności sprawiają, że intelektualnie szybko wyprzedzają swoich ojców. Do takiego świata wkraczamy w najnowszej powieści Marca Elsberga pt. „Helisa”.

Recenzując „Helisę” warto pochylić się na chwilę nad jej autorem, który swoją twórczością robi na mnie ogromne wrażenie. Jeśli jeszcze nie mieliście do czynienia z Elsbergiem, muszę wspomnieć, że charakterystyczne dla niego jest to, że w swoich książkach porusza problematykę postępu technologicznego oraz zagrożeń związanych z różnymi dziedzinami nauki i techniki. Jego najgłośniejsza powieść „Blackout” omawia problem uzależnienia społeczeństwa od elektryczności. Fabuła książki skupia się na konsekwencjach awarii sieci europejskich elektrowni, w wyniku której Europa pogrąża się w ciemności (akurat ta książka, wciąż czeka na swoją kolej w mojej – ha! elektronicznej – biblioteczce). W powieści „Zero”, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie, Elsberg zwraca z kolei uwagę na problem rozwoju wirtualnego świata oraz zagrożenia kryjące się w (zbyt) zaawansowanym wykorzystywaniu big data. Tuż po lekturze „Zero” oceniałam tak:
Świetna książka! Jako zdeklarowana entuzjastka bigdata oraz mierzenia i zapisywania informacji o sobie w chmurze, dostrzegłam ciemną stronę mocy. Internet personalizuje wyświetlane nam informacje na podstawie tego, czego się o nas nauczył (np. Instagram podrzuca mi milion książkowych zdjęć do polubienia) - jednak co jeśli ten proces jest odwrócony i to aplikacje zmieniają nas? Co jeśli nasza wolna wola jest na straconej pozycji? W książce poruszonych jest kilka kwestii ważnych społecznie: współczesnego panoptikonu, inwigilacji w internecie oraz bezpieczeństwa w sieci. Dla mnie idealna pozycja! „Zero” z jednej strony stanowi świetną powieść trzymającą w napięciu, z drugiej skłania do refleksji nad naszym społeczeństwem. Polecam!
No i mamy „Helisę”, której akcja toczy się wokół inżynierii genetycznej. Po raz kolejny Elsberg zaimponował mi tym, jak sprawnie porusza się po zawiłościach świata technologii i nauki. Przyznam, że nigdy specjalnie nie interesowałam się tematyką związaną z genetyką i GMO. O ile zatem „Zero” dotyczyło świata, który znam (no tak, jestem cyfrowym nomadem :-)), o tyle tym razem odbyłam podróż w zupełnie nieznane mi zakątki. Oparcie fikcji literackiej na zaawansowaniu technologicznym dotyczącym powstawania aplikacji i możliwości gromadzenia danych online (w powieści „Zero”) zrobiło na mnie ogromne wrażenie swoim realizmem, miałam poczucie, że wydarzenia opisywane w książce potencjalnie mogłyby się zdarzyć tu i teraz.

W przypadku genetyki trudno było mi wyczuć gdzie są granice pomiędzy tym co jest potencjalnie możliwe, a tym co rzeczywiście można już teraz uczynić w laboratoriach zajmujących się inżynierią genetyczną. Dla mnie, genetycznego laika, „Helisa” to wciąż bardziej science fiction niż thriller, choć jak autor zaznaczył w posłowiu powieść łączy rzeczywistość i fantazję. Chyba dlatego początkowo trudno było mi się zachwycić tą lekturą. Wydarzenia rozpoczynające książkę, pozornie niemające żadnego punktu wspólnego, szybko zaczęły się przeplatać i tworzyć emocjonującą i trzymającą w napięciu fabułę. Temat inżynierii genetycznej w końcu również mnie wciągnął i z przerażeniem obserwowałam potencjalne skutki dążenia do genetycznego udoskonalania społeczeństwa. Bo czy naprawdę korzystne dla ludzkości będzie rodzenie doskonałych, „ulepszonych” dzieci? Do czego nas to zaprowadzi, a przede wszystkim czy nie jest to niebezpieczne igranie z naturą? Tego dowiecie się sięgając po „Helisę”. 

1 komentarz:

  1. Właśnie odkopałam Black out autora z dalekich odmętów regału z nadzieją, że w końcu znajdę na nią czas. Potężny grubasek z niej. I jak widać, z Helisy także. Jeśli tylko Black out przypadnie mi do gustu, z pewnością sięgnę i po resztę książek Elsberga. :D

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Uwaga czytam , Blogger