16 kwietnia

Recenzja: Dieta smartfood - Eliana Liotta i in.


Zdawałoby się, że o jedzeniu powiedziano już wszystko. Powiedzieć można by również, że co naukowiec to inna teoria odnośnie tego, co jest zdrowe i co nam służy, a czego się wystrzegać w naszej codziennej diecie. Za udzielanie rad odnośnie żywienia zabierają się kucharze, celebryci, dietetycy i osoby z ulicy. A co jeśli do głosu dopuścić naukowców, którzy od lat prowadzą badania nad różnymi kategoriami pokarmów? Autorzy książki „Dieta smartfood” podchodzą to kwestii żywienia bardzo naukowo – przedstawiają wiarygodne wyniki badań lub sygnalizują, gdy mogą one być podważone.

To co musicie wiedzieć to to, że Dieta smartfood” to nie jest książka o odchudzaniu. Koncepcja jedzenia „smart” jest raczej stylem życia, zbiorem sugestii na temat jedzenia, zachęceniem do kwestionowania tego co jemy (czytajmy etykiety!) i do bardziej uważnego komponowania posiłków (warzywka na stół przede wszystkim!). Punktem wyjścia do diety „smartfood” jest wprowadzenie i regularne spożywanie „super produktów”, które można podzielić na dwie kategorie: „longevity smartfood” (produkty spożywcze zdolne wpływać na długowieczność) oraz „protective smartfood” (produkty, które chronią nas przed chorobami i nadmiernymi kilogramami). Niektóre produkty, które postrzegane są jako super produkty były dla mnie niemałym zaskoczeniem pomiędzy różnymi owocami i warzywami znalazłam czekoladę (! no dobra. Gorzką. minimum 70%… ale czekoladę!) oraz czarną i zieloną herbatę (myślałam, że to używki – mniej więcej jak kawa).

Po pierwszej części książki, w której odwołując się do wyników badań naukowców z całego świata zaprezentowane zostały superprodukty oraz ich super moce, druga to rozprawienie się z wieloma mitami dotyczącymi żywienia, z kolei trzecia to przystąpienie do działania i wdrażanie filozofii „smartfood” w codziennej diecie.

Rozdział „fakty i mity” to według mnie najciekawsza część tej książki. O ile pierwsza część zawierała dość skomplikowane opisy odnoszące się do genetyki i skomplikowanych mechanizmów biologicznych, co zwykłego odbiorcę może trochę przytłaczać, o tyle kolejne rozdziały są o wiele łatwiejsze w odbiorze. Wprowadzony schemat żywieniowy to bardzo ogólne ramy, w które może wpasować się każdy dostosowując jadłospis do swoich przyzwyczajeń i potrzeb. Co ważne, autorzy pomagają zabrać się za zmienienie naszej diety wprowadzając elementy interakcji z czytelnikiem (m.in. test samooceny żywieniowej, wzór dziennika żywieniowego, checklisty kategorii produktów). To nie jest ścisła dieta, którą można zacząć na „hura” a po miesiącu wrócić do starych nawyków. Ta książka to wprowadzenie w długotrwały proces przejścia od dotychczasowych przyzwyczajeń do zdrowego trybu życia. To nie jest opis diety odchudzającej, a zestaw wskazówek jak jeść zdrowo. Po prostu zdrowo, bez jakiś restrykcyjnych ograniczeń i katorżniczych diet. Ewentualna utrata zbędnych kilogramów to raczej efekt uboczny, a nie cel sam w sobie.

Mnie ogrom wiedzy z pierwszych rozdziałów nieco przytłoczył i przystopował w lekturze – musiałam dawkować sobie czytanie. Ale chyba czasem mniej znaczy więcej, bo kiedy czytałam po kilka stron dziennie okazało się, że przykładam większą uwagę do tego, o czym czytam i cała ta wiedza mogła mi się jakoś uleżeć i przetrawić (skoro już mowa o jedzeniu :-)) .

Informacji w tej książce jest tak dużo, że nie jest to raczej książka, którą można przeczytać i odłożyć na półkę. To książka, do której dobrze będzie wracać, choćby po to, aby przypomnieć sobie najważniejsze zasady składające się na dietę „smartfood”.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2016 Uwaga czytam , Blogger