07 września

Recenzja: Dzień czwarty - Sarah Lotz


W końcu zawiało grozą! Tajemnica, niepokój i mroczne wydarzenia na pewnym wycieczkowym luksusowym statku składają się na ciekawą i oryginalną powieść grozy. Będąc po lekturze kolejnej książki Sarah Lotz mogę stwierdzić jedno: ta autorka lubi bawić się formą. Tym razem jednak eksperyment zakończył się sukcesem.

Kluczowych bohaterów powieści poznajemy w sylwestra, czwartego dnia rejsu wycieczkowca „Piękny Marzyciel”. Na statku w końcu dzieją się jakieś ciekawe rzeczy: tu ktoś kogoś morduje, tam ktoś planuje samobójstwo, ktoś pomaga wywoływać duchy, a ktoś inny próbuje zebrać dowody do artykułu na swojego bloga. Wiecie… takie tam typowe zabawy na statku wycieczkowym. Czwartego dnia do tego wszystkiego dochodzi awaria. Pomoc nie nadchodzi, statek gdzieś tam sobie dryfuje po wielkiej wodzie, utracono łączność (nie ma internetu!). Do tego dochodzi epidemia groźnego wirusa, a toalety przestają działać (tak, to taki typowy morski wirus). Nic dziwnego, że w końcu wybucha panika. A jakby tego było mało przychodzi tropikalny sztorm. Sporo tego jak na jedną zwyczajną wycieczkę, prawda? A to jeszcze nie wszystko. Może dorzucimy do tego podróż między wymiarami? A może nadejście duchów albo diabła? Dlaczego by nie.. już nic gorszego nie spotka pasażerów „Pięknego Marzyciela”, czy może jednak...?

„Dzień czwarty” wciąga. Mimo, że autorka pozostała przy standardowej trzecioosobowej narracji, to na powieść przeplata przedstawienie perspektywy kilku pasażerów i kilku członków załogi statku. Do tego na ostatnią część składa się zupełnie inna forma relacjonowania wydarzeń opisywanych w powieści. To dość intrygujące jak zmienia się punkt widzenia w zależności od tego, kto jest świadkiem tych wszystkich wydarzeń.

Mam wrażenie, że autorka próbuje zabawić się z czytelnikiem. Zwodzi go, próbuje wyprowadzić na manowce. Kiedy z początku może się wydawać, że wydarzenia skoncentrują się wokół pewnych wydarzeń, kolejne zwroty akcji prowadzą w zupełnie innym kierunku. Żonglowanie przez autorkę gatunkami: od thrillera, przez horror aż po powieść katastroficzną może prowadzić do dezorientacji, co wcale nie uważam za wadę. Chyba przez to, książka ta stała się intrygującą lekturą, od której trudno się oderwać. Sięgając po nią spodziewajcie się ciągłej niepewności. Fabuła zaskakuje kierunkami, w których się rozwija.

Sarah Lotz stworzyła coś nietuzinkowego. Tym razem jednak, autorce udało się zachować odpowiednie proporce pomiędzy dbałością o formę i fabułę. O ile „Troje” (książka, o której możecie poczytać tutaj) okazało się dla mnie wielkim niewypałem, o tyle „Dzień czwarty” mogę polecić z czystym sumieniem wszystkim tym, którzy lubią być zaskakiwani, a literatura grozy potrafi wywrzeć na nich duże wrażenie. We mnie trochę niepokoju wzbudziła. I to nie duchów wystraszyłam się najbardziej…

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2016 Uwaga czytam , Blogger