01 kwietnia

Napisz do mnie – Lidia Liszewska, Robert Kornacki



Ludzie listy piszą… no, albo bądźmy szczerzy: nie piszą ich już praktycznie wcale. Ta wyjątkowa sztuka komunikacji, gdzieś nam zanika w dobie szybkich łączy, które sprawiają, że posługujemy się bardzo krótkimi komunikatami. W powieści „Napisz do mnie”, choć jest to powieść bardzo współczesna, mamy do czynienia z niezwykłymi listami. A wszystko zaczęło się przez przypadek…

To nie jest historia o nastolatkach nie bardzo wiedzących czego chcą od życia. Oboje skończyli już 40 lat, mają rodziny, choć ich dotychczasowym związkom można wiele zarzucić. Oboje są spragnieni przeżyć coś wyjątkowego, dzielić emocje z kimś, przy kim serce znowu zaczyna wybijać ten dziwny, nieregularny rytm. On jest łódzkim dziennikarzem o zniewalającym głosie, któremu żadna się nie oprze. Ona jest warszawską malarką poszukującą inspiracji, nowych doznań. Kosma przypadkiem natrafia na napisany przez Matyldę list, który wcale nie był adresowany do niego, a jednak postanawia odpisać. I tak to wszystko się zaczyna. Piszą listy, a na ich kartach powoli rodzi się pomiędzy nimi uczucie. Ale jakie to są listy! Pełne emocji, czasami humoru, czasami wyrażające myśli dosłownie, innym razem pozostawiające wiele niedopowiedzeń. Dawno nie spotkałam się z tym, żeby ktoś tak pięknie pisał. Zachwycałam się ilekroć trafiałam na kolejną wymianę wiadomości pomiędzy głównymi bohaterami.

Bardzo podoba mi się niebanalna konstrukcja książki. Owszem w zmienianiu perspektyw pomiędzy dwoma głównymi bohaterami nie ma nic niezwykłego. Tak samo jak dość naturalne wydaje się być przeplatanie opowiadanej historii listami pisanymi przez kochanków. Jednak jest coś, z czym chyba jeszcze nigdy wcześniej się nie spotkałam. Każdy rozdział rozpoczyna… mikro spoiler dotyczący tego, czego możemy się spodziewać na najbliższych kilkudziesięciu stronach. Powinno zniechęcać? Działało dokładnie odwrotnie. Bo jeśli autorzy obiecują, że w tym rozdziale będzie TO, no to jak tu odłożyć książkę nie dowiedziawszy się, w jaki sposób dojdzie do tych zdarzeń. Z zabiegów, jakie zastosowali autorzy bardzo spodobała mi się również personifikacja Helmuta, poczciwego psa, który niejednokrotnie miał bardzo mądre myśli i bezbłędnie odczuwał emocje swojego Pana, nawet jeśli ten był bardzo daleko. Jaka szkoda, że nikt go jednak nie rozumiał, być może wszystko potoczyłoby się inaczej, albo chociaż szynka parmeńska częściej gościłaby w domowym menu.

Pewnie już zauważyliście, że nieczęsto sięgam po powieści obyczajowe cz romanse. Gdy jednak wyczytałam, że to taka powieść epistolarna, w której głównym motywem jest pisanie listów, postanowiłam się skusić. A kiedy książka znalazła się w moich rękach i na okładce znalazłam rekomendację samego Janusza Leona Wiśniewskiego, który jak nikt inny potrafi pisać o emocjach, musiałam natychmiast zacząć czytać pierwszą część historii Kosmy i Matyldy. I przepadłam coraz bardziej zachwycając się tą historią: od pierwszej strony, pierwszego rozdziału i pierwszego listu, jaki Matylda przypadkowo zostawiła w jednej z warszawskich kawiarni. I mój zachwyt trwał niemalże do końca. Bo finał trochę mnie rozczarował. Ach! Czy zawsze musi się wszystko tak komplikować? Ale to nawet nie te komplikacje mnie rozczarowały, a ich źródło i konsekwencje nielogicznych decyzji bohaterów. Rozumiem, że człowiek nie zawsze działa zgodnie z logiką, ale kończąc czytać byłam zła na bohaterów, na autorów, że pozwolili, aby ta część historii skończyła się tak, a nie inaczej.

Po kilku dniach zatęskniłam jednak z Kosmą i Matyldą, a nawet za poczciwym psem Helmutem, który zdaje się być o wiele mądrzejszy od swojego właściciela i sięgnęłam po drugi tom z serii: „Zaczekaj na mnie”. Ale o tej książce opowiem Wam w następnym wpisie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Uwaga czytam , Blogger